poniedziałek, 23 grudnia 2013

Czym są te myśli?

    Wielu z nas ma problem z natłokiem myśli. Często przeszkadzają nam podczas prób medytacji, czy relaksacji, uniemożliwiają szybkie zasypianie po położeniu do łóżka, a czasem wręcz gwarantują nieprzespaną noc. Dręczą swoją konsystencją w najróżniejszych formach.
     Oczywiście, pierwszy krok to zdanie sobie sprawy z ich obecności, jako czegoś oddzielonego, czegoś co zdaje się mieć wpływ na Ciebie.
Drugi to praktyka tego ,że tego wpływu mieć nie musi, a wręcz nie powinno.

     A więc jak odpóścić zabawę z myślami, która często zdaje się poza naszą kontrolą?
Utrzymywanie uwagi na myślach, powstaje z przekonania, że myśli coś znaczą, że coś Ci mogą ofiarować, czy rozwikłać problem.
     Nauka o całkowitej iluzjoniczności myśli jest w stanie Cię od nich uwolnić, ponieważ nie będziesz rozważał sensu czegoś, co nie ma bytu.

Czym są Twoje myśli?




Myśli to tylko projekcje z przeszłości, któe produkujemy na zewnątrz, patrząc na wszystko i nazywając wszystko przez te obrazy.
W rzeczywistości nie widzisz nic takie jakie jest, bo widzisz przeszłość.
Twój umysł jest zaprzątniety myśleniem o przeszłości, czyli o niczym, bo przeszłości nie ma. Nawet gdy myślisz, że wizualizujesz przyszłość, czynisz to posługując się przeszłością, ponieważ umysł nie zna niczego, czego wcześniej nie widział.
Bawienie się tymi starymi obrazami, i definiowanie świata przez nie blokuje prawdę, bo nie znajdziesz jej w starych i wysłużonych kopiach rzeczywistości.
Nawet, gdy zdajesz się ptrzyć na coś, co jest w teraźniejszości, widzisz to przeszłością. Ma to dla Coebie nazwe, np truskawka, ma skojarzenia, np. jak zbierales truskawki w dzieciństwie, ma smak, fakturę. I choć to tylko truskawka, to nie widzisz jej takiej jaka jest.
ALe odbiegłąm trochę od tematu :)

Teraźniejszość jest jedynym czasem jaki jest, jednak Twój umysł nie może, nie chce i nie potrafi tego pojąć, bo to świadczy o jego nieistnieniu.
Jedyną prawdziwą myślą o przeszłości jest to, że jej nie ma. I dlatego myślenie o niej, to myślenie o złudzeniach, czyli tak na prawdę myślisz o niczym...

Zaraz pewnie ktoś powie, to dobra ale gdybym nie uczyłsię na błędach, ani na doświadczeniach to ciągle bym wkładał ręke do ognia i ciągle byłbym zaskoczony, że parzy :)
I włąśnie to tego służy ego- jako narzędzie edukacji, jednak my narzędzie mylimy z nauczycielem i słuchamy go, tak jakby wiedział wszystko. Ego nie może znać Twoich prawdziwych uczuć, bo uczucia, które wywołuje, powstają z jego iluzonicznego chaosu, czyli nie są Twoje. Ego Ciebie nie zna, ale podaje się jako Twoja tożsamość. Jedyny jego cel to bycie narzędziem nauczania, nie przewodnikiem.

Całym przesłaniem tego wpisu jest uświaodmienie Ci, że Twoje myśli są niczym. Takie przekonanie, a jest to prawidłowe postrzeganie, uwalnia Cię pomału z ich złudnej mocy i kontroli nad Tobą.
Śpij spokojnie :)

A Wy jakie macie sposoby uwalniania się od myśłi?



Pozdrawiam miłośnie :)

niedziela, 15 grudnia 2013

Taniec

Taniec


Spragnieni miłości szukamy namiętności, przez to wodzimy w morzu dualności.
Na pozór w świecie radości doznajemy bólu i samotności i nie ma dla nas litości,
bo nie ma w tym końca i sensowności.
Przeżywamy życie kręcąc się na kole od radości do przykrości, bez jednoznacznej klarowności.
Taniec życia tak zwany, bez celu aranżowany, całkowicie spreparowany.
Od nowa ciągle powtarzany, bo po śmierci zapominany.

Kiedy ta sinusoidalna gra wyczerpie dla ciebie swe zasoby,
a i taki czas nadejdzie,
w którymś z wcieleń cię zdobędzie.
Nie rzucisz się w wir tego koła,
a staniesz w samym jego centrum.
Tam cisza, spokój, ten bezgraniczny pokój.

Gra toczy się dalej, wszystko wiruje i tańczy,
ale ty już się nagrałeś,
swój taniec setki razy wykonałeś.
Sporo nauki przez to dostałeś,
aż w końcu zrozumiałeś,
że miłości nigdy szukać nie musiałeś.




czwartek, 12 grudnia 2013

Zaufaj cudom.




Jesteś Życiem. 
Czystym przejawem Jego ekspansji i Jego płynności.
Życie to tworzenie, ciągłe nieustające tworzenie.
Zostałeś obdarzony tym darem. Nie pytaj czemu, po prostu tak jest, i nawet nie musisz o tym wiedzieć, ani się na tym skupiać, by swoje towory powoływać do życia.

Szerzenie dobrobytu jest Twoim Naturalnym Stanem.
Gdy wyłanczasz halucynogenne obawy i lęki, odbierając im swą wiarę, gdy wyłanczasz wiarę w niedobór tworzysz wtedy według Boskiej Woli. Czyli Twojej własnej Woli. Tworzysz tak jak On tworzy.
Jedynie miłość, pełnię i dostatek.
Twoim jedynym zadaniem jest usuwać przeszkody jakie stawia ego w tej pięknej kreacji.
Nic więcej robić nie musisz- bo życie już jest pełnią.
Nie musisz do niej dążyć, nie musisz jej szukać i osiągać. Już czas byś przeszedł na emeryturę tego pościgu i rozgościł się wygodnie w chwili obecnej, niczym już się nie martwiąc, bo oddając wszystkie troski i problemy Cudom Życia.

Sam pomyśl, jak możesz myśleć, że jesteś PONAD TO, ponad życie i chcesz je kontrolować?
Próby kontroli tej ekspansji wywyłują tyle zamętu.
Nie Ty jes stworzyłeś. Ty zostałeś stworzony jako życie.
Nie możesz go ulepszyć, ani pogorszyć. Możesz jedynie płnąć w jego rytmie, bądź trwać w nieprawdzie- i tworzyć nieprawdziwie. Starać się wiosłować pod prąd. Wierząc, że narodziłęś się, by zawojować świat.

Czy nie o wiele łatwiej przyjąć postawę poddańczą?
Napełnia Cię ona takim spokojem....pokojem....ulgą i wolnością.

Oddaję się tobie Życie, oddaję się...

Te wszystkie piękne uczucia płynące z tego zaufania do życia świadczą o tym, że dokonałeś prawidłowego wyboru. To one są wskaźnikiem i Twoim drogowskazem.

Jestem pokorna wobec tej inteligencji.
I ufam jej, bo stworzyła cud jakim ja jestem i jakim jesteś Ty.



Całuję Was kochani :*

niedziela, 8 grudnia 2013

Teraz to wszystko to już tylko narzędzia.

         Wybaczcie te moje przerwy. Jakoś ostatnio mam mniej do powiedzenia. Sama nie chce wpaść w pułapkę, że coś wiem, bo w gruncie rzeczy wiem mniej niż wcześniej. Bardziej potrzebna mi teraz cisza niż definiowanie. Badanie siebie. Docieranie głębiej.
Wiem już czym nie jestem.
To spora wiedza, ale wciąż nie ukazująca prawdy. Może bardziej przygotowyuje to grunt, na którym ta prawda wyrośnie.
Dlatego wierzę w naukę i uczenie się czym jest ego, jak działa. (Pamiętaj jednak, że wiara jest tylko dopóki ją trzymasz- w każdej chwili można póścić :)) To uświadamia, co jest iluzją i pozwala krok po kroku odłanczać się z tej gry. Jeżeli poznasz, że coś jest nieprawdziwe, świadomie odbierasz temu swoją wiarę.
Zrzucasz z siebie coraz więcej skorupy i lżej stąpasz po ziemi.
Uczymy się na podstawie przeciwieństw, żeby wiedzieć, co jest czarne, musimy poznać białe, więc żeby zrozumieć kim jesteś najpierw zrozum czy mnie jesteś.
       Jednak nauka ta dalej jest dualnością, dlatego w pewnym momencie i to trzeba porzucić.
Duchowość tak samo jest pułapką ego, czasem nawet większą i dającą więcej komforyu. Wierzymy w jakieś koncepcje, nauki, tradycje, uznając to jako prawdę, a to tylko różne drogi do niej prowadzące.
A żadna droga nie może być prawdziwa, inaczej nie byłoby ich tak wiele. W końcu prawda jest tylko jedna.

DLatego nie mówię o tym, co jest prawdziwe. To wszystko jest tak delikatne, że nie chce tego pokruszyć.
Obrałam Naturalną Drogę i staram się ją jakoś zdefiniować, by w między czasie jej trwania móc dzielić się nią z moimi braćmi. Bowiem, to czym się dzielisz- rozrasta się :)
   
     Wierzę, że jeżeli czujesz np. pociąg do jogi, medytacji, buddyzmu, kabały itd. powinieneś zbadać temat, bo najprawdopodobniej teraz tego potrzebujesz, na drodze swojej ewolucji. Jednak nie traktuj tego jako prawdy ostatecznej i odpowiedzi na wszystkie pytania. Praktykuj to tak długo, jak to czujesz, gdy temat się wyczerpie- póść go- będziesz wiedział kiedy. Nie ma sensu trzymać się kurczowo czegoś, by udowodnić coś sobie, czy innym, bo przecież na pewno musisz być "bardzo uduchowiony": skoro praktykujesz już buddzym 20 lat :)  I można pomyśleć, że to skakanie z kwiatka na kwiatek. Jednak przecież nie ma czegoś takiego, życie samo nas prowadzi, ono po prostu się dzieje, niezależnie od tego jak na nie reagujemy.  Nie ma sensu z nim walczyć, bo to walka bez wygranego i przegranego. Jedynie zabiera czas i energię.
(a przecież i to nie istnieje z punktu widzenia niedualności :))
    Mnie np. ciągnie do zdrowego jedzenia, dbania o swoje ciało- mam potrzebę życia jak najbardziej naturalnie, lubię medytować- ale nie czynię z tego żądnego rytuału, ani konieczności, lubię "zdobywać" zewnętrzną wiedzę. Jednak przecież nie ma to znaczenia, ani wpływu na to KIM JESTEM.
Nie umniejsza to ani nie wzbogaca, tego co nazywamy mianem- świadomości, jaźni, duszy, nieskończoności, nicości, jedności, czy nieskończonej inteligencji.
Nawyki "mojej" osobowości oraz jej wierzenia nie są prawdziwe. Jestem w tym ciele dla nauki, i to co we mnie najlepsze (choć ograniczone) mogę wykorzystać do eksploracji mojej duszy (albo nie mojej duszy, bo to brzmi jakby to było coś co posiadam, a tak na prawde JESTEM WŁAŚNIE TYM- do eksloracji tgo kim jestem- brzmi wiarygodniej :))
Taki stosunek ostatnio mam do tej mnie, w którą tak wierzyłam- coś na kształt tymczasowego narzędzia. A tyle szarpaniny i krzyku w tym świecie wokół tego "narzędzia" :))


Pozdrawiam Was serdecznie :)

niedziela, 1 grudnia 2013

Pieśń duszy

Coś cudownego :) Wczystajcie się w to, to jak balsam dla naszych serc. Nic dodać nic ująć :)


Avadhuta Gita powstała około 4 tysięcy lat p.n.e. (źródła podają tysiąc lat mniej lub więcej).
Narracja Śri Avadhuta Dattatreya zapisana przez jego uczniów Swama i Kartika - to jeden z najstarszych tekstów hinduizmu.
O Panu Dattatreya czytaj w indyjskim eposie Mahabharata i w Upaniszadach.
To żywe wcielenie Brahmy, Wishnu i Sziwy, indyjskiej trójcy świętej.
Legendarny ascetyczny Jogin, wielbiony jako bóg w północnych Indiach i Nepalu, patron wielu kierunków i szkół Jogi przez tysiąclecia.
Oto pieśń Śri Avadhuta Dattatreya, wielkiego Guru :
Rozdział I

Pouczenia samowiedzy 1


1

To z łaski Najwyższego budzi się w ludziach tęsknota
do zjednoczenia z Nim, by ocalić życie od udręki.

2

Jakże mam się pokłonić niezmiennej, niezmiernej, niepodzielnej Jaźni,
która wypełnia swą naturą wszystko z własnej mocy?

3

Rzeczy złożone z pięciu żywiołów są jak miraże, nie mają substancji.
Ja jestem bez skazy, Jeden, bez drugiego - komu mam się kłaniać?

4

Wszystko jest absolutną Jaźnią; nie ma podziału, nie ma podobieństwa,
jakże więc orzekać, że 'to' istnieje, 'tamto' nie istnieje?

5

Oto substancja nauk Wedy, esencja wszelkiej wiedzy i czucia -
jestem tą jednorodną samoświetlną Jaźnią, co przenika wszystko.

6

Zaprawdę, jestem bogiem, Jaźnią wszelkiego stworzenia,
Tym, który jest, niepodzielny, z natury czysty i bezgraniczny jak niebo.

7

Jestem nieskończoną, niezmienną, jasną Świadomością,
nie znam rozkoszy i bólu; ciekawe, komu i dlaczego się one zdarzają?

8

Nie myślę źle ani dobrze, nie czynię źle ani dobrze, nie mówię źle ani dobrze.
Jestem nektarem wiedzy, czystej, i poza zmysłami.

9

Jestem poza umysłem, który jak przestrzeń konfrontuje rzeczy,
zdaje się być przeszłością albo wszystkim - ale naprawdę go nie ma.

10

Naprawdę Ja jeden jestem poza przestrzenią i kontynuacją.
Jaki dowód czy wniosek mógłby pomóc w pojęciu, kim jestem?

11

Wiedz, jesteś tym Jednym, żyjesz kompletnie i równo we wszystkim,
bezgranicznie i samoświetlnie - jak możesz troszczyć się o dnie i noce?

12

Wiedz, Jeden mieszkasz zawsze i we wszystkich rzeczach.
Gdy medytujesz nad czymś innym - dzielisz niepodzielne. Możesz?

13

Nigdy się nie rodziłeś, nie umierałeś; nigdy nie miałeś ciała ani nie byłeś ciałem.
Wedy uczą na wiele sposobów, że Duch wspaniały jest wszystkim.

14

Jesteś olśnieniem, najwyższym Dobrem, wewnątrz i zewnątrz, w każdym miejscu i czasie.
Czemu się błąkasz tam i tutaj, jak po nocy zmora?

15

Nie ma unii ani rozłąki - dla mnie, dla ciebie, dla jakiejkolwiek rzeczy.
Nie ma mnie ani ciebie, nie ma uniwersum. Jaźń jedna jest wszędzie.

16

Nie należysz do zmysłów; świat zmysłów nie należy do ciebie.
Jesteś jedyną Prawdą, najwyższą realnością - skądże twoje smutki?

17

Nie ma narodzin i śmierci, dobra i zła, niewoli i wyzwolenia. One są w umyśle.
Synu mój, skąd łzy? Przecież nie mamy imion ani form.

18

O, umyśle! skąd rozczarowania? Czemu się błąkasz jak zmora po nocy?
Porzuć pragnienia, stań się Jaźnią, żyj szczęściem pokoju.

19

Jesteś wszak odkupieniem, prawdą niezmienną, bez sympatii i wstrętu,
dlaczego więc dręczysz się pogonią za spełnianiem zmysłów?

20

Wedy uczą, że Jaźń jest bezimienna i czysta, bez przymiotów i cech,
bezcielesna przenika wszystko wszędzie. Wiedz - to Ty nią jesteś.

21

Nierzeczywiste jest, co przejawia się w formie. Nieprzejawione jest realne.
Kto pojmuje tę prawdę, nie wraca tu przez łono, nie rodzi się znowu.

22

Mędrcy mówią, że rzeczywistość jest Jedna, wszędzie taka sama.
Umysł, porzucając pragnienia, nie myśli o jedni ani o wielości.

23

Jeśli wszystko jest Tym, wolnym z natury - jak może istnieć oświecenie?
Jeśli To zarazem 'jest' i 'nie jest' - gdzie ma być oświecenie?

24

Jesteś Tą jednorodną zasadą, niezmienną, nienarodzoną, nieśmiertelną i czystą.
Jak możesz więc sądzić, że znasz siebie, lub, że siebie nie znasz?

25

Kiedy Wedy mówią 'Ty jesteś To', To oznacza Jaźń, potwierdzenie ciebie.
Gdy mówią: 'ani to ani tamto', to znaczy, że przedmioty zmysłów są nierzeczywiste.

26

Jaźń jest spełniona; ty spełniasz wszystko w sobie twoim własnym kłamstwem.
Umysł nie jest podmiotem ani przedmiotem; jak nie wstyd ci medytować?

27

Jak mogę mówić, że nie znam Dobra; jeśli Go nie znam, jak mogę wielbić?
Jestem Nim przecież, najwyższą prawdą, jakże więc mówić o Nim, modlić się do Niego?

28

Ego to nie Jaźń, która jest poza przyczyną i skutkiem, poza intencją i wyobrażeniem,
poza postrzegającym i postrzeganym, jednorodna i samoświadoma.

29

Żaden przedmiot nie jest realny ani nie jest wieczny. Jedyną prawdą
jest piękno Jaźni - poza zgodą, niezgodą, poza współczuciem i krzywdą.

30

Jesteś tą prostą Realnością, pewną, bezcielesną, poza narodzinami i śmiercią.
Skąd więc i po co szukanie siebie, skąd rozczarowania, złudzenia?

31

Gdy dzban się tłucze, jego wewnętrzna przestrzeń roztapia się w ogólnej, poza rozpoznaniem.
Gdy umysł jest oczyszczony, roztapia się w uniwersalnym, poza rozpoznaniem.

32

Zaprawdę, nie ma dzbana ani przestrzeni w dzbanie, nie ma ciała ani duszy w ciele.
Wiedz, Duch jeden istnieje - poza poznawalnym, poza poznającym.

33

Wiedz, Jaźń jest zawsze i wszędzie, obecna i nieobecna,
istniejąca i nieistniejąca. To ja nią jestem, nie miej wątpliwości.

34

Nie ma świętych ksiąg ani światów, bogów ani ofiar, narodzin, kasty, rodziny.
Nie ma jasnej ścieżki po śmierci ani ciemnej ścieżki. Jest tylko piękno Ducha.

35

Ty Jeden jesteś spełniony, poza substancją i formą, jak możesz więc myśleć,
żeś postrzegalny przez zmysły lub pozazmysłowo?

36

Jedni szukają jedności, drudzy dualności; jedni i drudzy nie znają
bezstronnej Rzeczywistości, poza podziałem na jedność i wielość.

37

Jak mogą rozprawiać o Rzeczywistym, który jest poza kolorem i bielą,
bez dźwięku i bez jakości, poza zasięgiem rozumu i słów?

38

Gdy poznasz, że wszystko, włącznie z tobą, jest złudne jak horyzont,
nałogi dualności rozwieją się same, wtedy pojmiesz Ducha.

39

Nie różnię się od Najwyższego - jest tylko jedno i to samo niebo.
Gdzie ma być więc medytujący, gdzie przedmiot medytacji?

40

Cokolwiek czynię, dostaję, ofiaruję, cokolwiek mnie cieszy -
nic nie jest moje, gdyż jestem bez skazy, bez narodzin i śmierci.

41

Wiedz, wszystko w uniwersum jest bez formy, bez zmiany,
wszystko w tym uniwersum z natury jest absolutne, niewinne i piękne.

42

Zaprawdę jesteś Prawdą, nie miej wątpliwości. Jak możesz myśleć,
że znajdziesz prawdę wewnątrz, lub nie znajdziesz wcale?

43

Mój synu, gdzie jest złudzenie albo brak złudzenia, źródło światła albo cień?
Nigdzie ich nie ma. Wszędzie jest Prawda, nieskazitelna jak niebo.

44

Jestem wolny w początku, pośrodku, w końcu, z natury nieskazitelny i czysty.
Wiem z całą oczywistością, że nigdy nie byłem niewolny.

45

Od nieprzejawionego nasiona do przejawionego kosmosu - nic się nie pojawia,
wszystko jest Duchem. Jak można być wierzącym, panem domu, mnichem?

46

Wiem, jestem niepodzielnie, pełen sensu, jako wszystko, Jaźń.
Powietrze, woda, ogień, ziemia i eter nie mają znaczenia.

47

Jaźń nie jest męska, żeńska ani neutralna, nie jest pomysłem ani domysłem,
jak możesz więc myśleć, że jest radosna albo bez radości?

48

Jaźń nie jest do znalezienia przez praktykę jogi, kontrolę umysłu, oddechu,
ani przez wykład z katedry. Jest, gdy jawi się sama, samoświetlnie, z siebie.

49

Nie ma żadnego ciała materialnego ani duchowego, wszystko jest jednym Duchem.
Jak może więc istnieć czuwanie, śnienie, sen głęboki lub stan oświecenia?

50

Nie jestem niewolnikiem ani wolnym człowiekiem, w niczym nie różnię się od Ducha.
Nie jestem człowiekiem czynu ani zabawy, niczym szczególnym ani też ogólnym.

51

Jak woda, wlana do wody, jest niepodzielnie wodą,
tak Duch i materialny kosmos są nie do odróżnienia.

52

Doprawdy, nie jesteś niewolny ani nie jesteś wolny,
jak możesz więc myśleć, że Jaźń ma formę albo nie ma formy?

53

Znam twą najwyższą postać - samooczywistą jak niebo.
Znam twą cielesną postać - zmienną jak woda mirażu.

54

Nie mam mistrza ani przepisów, nie mam prac ani obowiązków.
Wiedz, z natury prosty i bezcielesny, jestem nagi jak niebo.

55

Jesteś absolutnie czysty, nie masz ciała, rozumu i złudzeń.
Nie wstydź się, powiedz: - Jestem Jaźnią, prawdą wszystkich prawd.

56

Czemu ten szloch, umyśle? Stań się, sam z siebie, Jaźnią, którą jesteś.
Mój synu, pij nektar nie-dualności, niezrównany w smaku.

57

Zaprawdę, nie ma wiedzy ani niewiedzy, ani zmieszania wiedzy i niewiedzy.
Kto to pojmuje, ten staje się wiedzą, samą wiedzą i niczym innym.

58

Nie ma argumentów ani dowodów, nie ma uczenia się ani osiągania oświecenia.
Jestem spontaniczną stałą świadomością, naturalną jak niebo.

59

Nie jestem narodzony, nie jestem śmiertelny; nie czynię dobrze, nie czynię źle.
Jestem nieskazitelny, bez jakości - jak może istnieć niewola albo wyzwolenie?

60

Jeżeli bóg jest wszędzie, doskonały, jednaki - to nie znajduję różnicy między nim a mną.
Jakże mógłby być wewnątrz? Jakże mógłby być zewnątrz?

61

Świat pojawia się, raz za razem, jako niepodzielna całość, rzeka świadomości.
Uważaj na złudzenia, naigrywania się, na fantazje o unii i różnorodności!

62

Gdy raz na zawsze wszystko materialne i niematerialne jest odrzucone,
wtedy tylko Absolut jaśnieje, poza różnicą i brakiem różnicy.

63

Nie masz matki ani ojca, żony ani syna, nie masz krewnych, przyjaciół ni wrogów.
Nie masz upodobań ani odrazy. Skąd więc twa niepewność?

64

O, umyśle! nie ma dnia ani nocy, ani wschodu ani zachodu słońca.
Jakże rozsądny człowiek może myśleć o formie Tego, który bezcielesny?

65

Nie jestem podzielny ani niepodzielny, ani zadowolony ani zrozpaczony,
nie jestem częścią ani całością. Niewyczerpalny, jestem Jaźnią.

66

Nie sieję ziarna czynów, nie zbieram żniwa; nigdy nie siałem, nie zbierałem, i nigdy nie będę.
Nie mam ciała, nie jestem bezcielesny. Jak mógłbym mówić: to 'moje', a tamto 'nie moje'?

67

Nie znam pożądań ciała i umysłu, nie znam cierpień powstających z ciała i umysłu.
Wiedz, jestem Jaźnią, rozległą i prostą jak niebo.

68

Drogi umyśle, jaki pożytek z gadania? Drogi umyśle, To - jest poza dowodem.
Mówię ci oto esencję istnienia - jesteś Prawdą, porównywalną tylko do nieba.

69

Gdziekolwiek jogin umiera, w jakimkolwiek stanie i okolicznościach -
rozpuszcza się w Duchu jak przestrzeń stłuczonego dzbana w ogólnej przestrzeni.

70

Może porzucić ciało w świątyni albo w lepiance, zapomniany przez wszystkich,
jego pokój niesie mu wolność, staje się jednym z Duchem.

71

Jogin patrzy na obowiązki, ambicje, bogactwa, ludzi i zwierzęta,
na wszystko ruchome, wszystko nieruchome, jak na wodę w mirażu.

72

Wiem z całą jasnością - nie czynię pracy ani przyjemności, i nie odpowiadam za nie
ani w przeszłości, ani dzisiaj, ani też w przyszłości.

73

Poświęcony wodą równości Avadhuta żyje nagi w opuszczonej wiosce,
szczęśliwy, bez dumy, osiąga w sobie Absolut.

74

Osiąga Jaźń, gdzie nie ma czuwania, śnienia, snu głębokiego ani oświecenia,
ani religii ani braku religii. Jakie zniewolenie może go dotknąć, jakie wyzwolenie?

75

W Jaźni nie ma zaklęć ani talizmanów; nic do uczenia się, nic do studiowania.
W świadomości najwyższej Avadhuta pleciuga śpiewa rozkosze serca, wspaniałości prawdy.

76

Wszystko ani istnieje ani nie istnieje. Wszystko jest ani prawdziwe ani nieprawdziwe.
Mówię o Jaźni spontanicznie, z mej własnej natury. Mówię czystą wiedzę.
Taki jest oto Pierwszy Rozdział o Samowiedzy w świętym poemacie Avadhuta-Gita,
śpiewanym przez Śri Avadhuta Dattatreya, adresowanym do Śri Kartika Swami.

środa, 20 listopada 2013

A gdyby twoje życie okazało się kłamstwem?

A gdyby powiedziano Ci dziś, że twoje życie to iluzja, całkowita farsa dobrze ukartowana, byś się nie połapał?
Wszystko kim byłeś, imie, nazwisko, pochodzenie, twoja rodzina, przyjaciele okazało się oszutwem?
Kim zatem jesteś bez twojego życia?
Przecież ono cię kosztowało tyle zachodu, tyle wysiłku, starań, czasem łez i bólu.
A teraz to nic nie ma znaczenia, bo nigdy nie istniało...
Tak się szarpałeś, by bronić swoje poglądy, idee, a czym są one teraz, skoro twoje życie nigdy nie było twoje?
Kim jesteś, gdy nie masz nic?
Kim jesteś, gdy nagle cały świat cię zignorował jakbyś nigdy nie istniał?
Czym jesteś bez tego, czym myślisz , że jesteś?

Czy naprawdę wierzysz, że jesteś tylko tym zlepkiem myśli, opini i emocji, w które wierzysz na swój temat....?
Czy tak naprawdę wiesz kim jesteś?

Spójrz z perspektywy tego, który pyta i patrzy na to wszystko z boku.
Tego, który potrafi obserwować tego, kim rzekomo jesteś.
Kim jest TEN co widzi?
Kim jest TEN, który nie potrzebuje twojego życia?
Kim jest TEN, któy porafi nie być myślą, czy emocją, a tylko ją widzieć, bez osądu i oceny, bez prób kontroli?
Poprostu patrzy...
Kim jest TEN KTOŚ?

poniedziałek, 11 listopada 2013

piątek, 25 października 2013

Lęk jest niczym, a miłość wszystkim.

Wracają do mnie moje błędy z przeszłości.
Nie wracają jednak, by mnie gnębić :)
Mam uczucie, że przechodzą przede mnie, jak przez uzdrawiającą maszynkę.
Wszystko, co w sobie dusiłam. ztłamsiłam, zapchałam gdzieś w kąty podświadomości i nie chciałam do tego wracać. Nie chciałam sobie wybaczyć, uważając, że na to nie zasługuję.

Stanęłam w pozycji obserwatora, któy oczami pełnymi zrozumienia oddziela fałsz od prawdy.
Wybaczenie przychodzi tak łątwo, gdy pojmiemy, że to, za co się karzemy i nie potrafimy sobie wybaczyć i w sobie zaakceptować, to nie jesteśmy my w naszej istocie.
Była to bowiem wiara w lęk, któa przyniosłą wadliwe tworzenie do planu fizycznego.
To była chwila, w której wierzyłam, w coś co nie istnieje, dałam energię nicości i to przyniosło tylko ból, mi i moim bliskim. Wierzymy w nasze lęki, tak mocno ponieważ sami je tworzymy.
Mamy moc twórczą, na podobieństwo Naszego Stwórcy, dlatego wierzymy w nasze kreacje, tak samo jak On wierzy w nas- swoje dzieci, stworzone na Swoje podobieństwo. Z tą tylko różnicą, że Stwórca tworzy opierając się o Prawdę, a nie o Pustkę.

Jedynym uzdrowieniem to nie skupienie się na błędzie i próba go kontrolowania, bo to tworzy kolejny błąd. Nie da się boiem kontrolować coś w czego istnienie wierzymy. Nie ma tak na prawdę w nas nic do naprawiania i do tego stanu wiedzy dążymy, by to całkowicie poczuć.

Miłość, która przynosi wybaczenie i zrozumienie.
Miłość, która nie daje mocy wadliwym tworom i nie powołuje ich już więcej do życia.

Przeciwieństwem miłości jest lęk. Gdy pojawia się lęk oznacza to, że daliśmy wiarę nicości, że zaczeliśmy "tworzyć negatywnie". Istnienie w nas lęku zaprzecza istnieniu miłości, ponieważ są to dwa przeciwne stany,  z tą różnicą tylko, że lęk jest niczym, a miłość wszystkim.

Przyszło się mi zmierzyć z moimi negatywnymi tworami, tylko po to by raz na zawsze się od nich uwolnić i zrozumieć, że błąd nigdy nie istniał, a wiara w jego istnienie dawała mu siłę przetrwania. 

wtorek, 22 października 2013

Teraz.

Jestem w teraz, jestem tutaj i choć wydaje się, że tysiac jest "takich teraz", to dopiero, gdy to poczujesz- dokladnie zrozumiesz. Nigdy bowiem nic sie nie powtarza, każda chwila jest inna.
Tylko TERAZ usuwa mój strach, niepokój i lek.
Jestem taka spokojna.
Wszystko, co mnie otacza po prostu dzieje się, a ja staję sie na to wszystko przestrzenią. I pozwalam temu być, takie jakie jest.
Cieszę się sobą, cieszę się chwilą.
Wszystko czuje wyraźniej, jakbym przebudzila sie ze snu myśli, ze snu przeszłosci i przyszłosci, które i tak nigdy nie byly prawdziwe.
Mam wrazenie, jakby wszystko zwolnilo. Kazdy najmniejszy ruch, czy odgłos dociera do moich zmyslów z potrójną klarownością. Nic nie zostaje pominiete, bo w mojej ciszy jest miejsce na wszystko.


To chwila moich odczuć, która chce sie z wami podzielić.
Przepraszam za odstepy w pisaniu, z checią bym robila to częsciej ale jestem odlanczona na codzien z swiata internetu, jestem bowiem w pieknej angielskiej wiosce, rozkoszuje sie naturą i obserwacją.
A odpoczynek od internetu bardzo wskazany :) Polecam. 

środa, 9 października 2013

Od doświadczania do poznania

Charakter ukształtowany został przez świat zewnętrzny, a skoro wszyscy wiemy, że materia jest iluzją, grą, plastyczną formą to znaczy, że charakter jest z niczego?
Żyjemy w tm wcieleniu przez chwilę, przez chwilę mamy takie ciało i taki charakter, a zachowujemy się niekiedy, jakbyśmy nie byli niczym ponad to. Tak bardzo nas to pochłania. A tak na prawdę cała ta uwaga idzie w próżnie. Mamy moc tworzenia rzeczywistości w jaki sposób chcemy i jak chcemy. Kreujemy myślami, a przede wszystkim emocjami i przekonaniami jakimi dysponujemy. Zostaliśmy "wyposażeni" w taką moc. Albo inaczej- sami jesteśmy "taką mocą".
Dochodzę do wniosku, że "tworzenie świata" pod wzór naszych pragnień, charakterów i głosów ego- umysłów to ograniczające zjawisko, ponieważ nie jestem tym opakowaniem.
To jest moje wcielenie i albo dam się ponieść jego widzimisie albo poszukam tej, czy tego, który "w tym wszystkim siedzi" Jeśli wiecie co chce przez to powiedzieć :)
Życie w materii jest ciekawe, w końcu ktoś powie: po to się zdecydowaliśmy na wejście w ziemskie ciało i doświadczanie ziemskich stanów. Jednak to, co ziemskie nigdy nie jest "spełnieniem", bo my jesteśmy istotami duchowymi.
Jestem na etapie, w którym przestaje słuchać "mojej osobowości"- to zjawisko jest tak wyzwalające, że nie umiem przestać nie być szczęśliwa :)
A to chyba dobrze :)
Całą radość odkrywam w prostocie życia (chwilą), która jest moją codziennością. Cokolwiek mnie spotyka jest w porządku. I mimo, że do wielu rzeczy "dochodze" na planie fizycznym, czy założyłam firmę i "czekam" jak się rozkręci, czy to na zmiane miejsca zamieszkania to przyjmuję naturę takowości stanu rzeczy i nie myśle, co mogłoby być inne, nie myślę o tym, że teraz czegoś mi brakuje. Jestem zwyczajnie cierpliwa, bo nie czekam.
Nie chce jednak celebrować zbyt wcześnie tego stanu, chce się w nim ugruntować i mieć pewność, że nic nie może go rozproszyć. Dlatego nie celebruje, a jeszcze obserwuje :)

wtorek, 8 października 2013

poniedziałek, 7 października 2013

Całkowicie doskonali.

"Największym błędem tworzenia jest wiara człowieka, że może on zmienić, to co stworzył Bóg"
A dotyczy się to przede wszystkim NASZEGO ISTNIENIA.
Widzimy nasze braki i ułomności, próbujemy je maskować kolejnymi ideałami, zamiast prawdą.
A prawda jest taka, że zostałeś stworzony doskonały.
Nie ma w Tobie żadnej pustki.
To absurdalne- bo wierzymy, że możemy uczynić to, co doskonałe- niedoskonałym i wybrakowanym, przez własne postrzeganie.
Deążymy do doskonałości, której sami się pozbawiliśmy. Marnujemy na "jej odzyskanie" wiele czasu i energii (jak nie całe życie).
Taka postawa uświadamia Ci, że Twoje błędy tak na prawdę nigdy nie miały miejsca. Jesteś od nich wolny, musisz tylko zrozumieć, że błędy są jedynie brakiem miłości. To nie jest coś, za co powinieneś się winić, ani karać. Wystarczy wprowadzać w życie więcej miłości, to naprawia wszystko.
Błąd jest fałszywy i nierzeczywisty. Kiedy postrzegasz światło, samoistnie usuwasz ciemność, bo jedno nie może istnieć, gdy istnieje drugie.

sobota, 5 października 2013

Droga jest celem

Nie bez przyczyny w nazwie mojego bloga jest słowo "Droga".
Nie nazwałam go: "szczęście", spełnienie" , "super życie", "doskonałe zdrowie".... nazwałam go właśnie drogą, która do tego prowadzi i wszystkiego innego czego chcemy od życia. Dlaczego?
Dlaczego nie patrzę na rezultat, nie wizualizuję osiągniętych marzeń- zresztą w zgodzie popularnym ostatnio nurtem "Sekretu" i całęgo pozytywnego myślenia?
Uczyniłam tak, bo chcę by to właśnie Droga stanowiła cel sama w sobie.
Osiągnięcie celu bowiem nie jest takie ważne. Gdy teraźniejszość traktujemy tylko jako "środek dotarcia do celu" oddalamy się od życia, nie mamy do niego szacunku,a  całego procesu nie czerpaliśmy żadnej przyjemności zaślepieni osiąganiem. I nawet gdy osiągniemy, to co sobie wyznaczyliśmy nie przyniesie, to radości. Nie na długo, bo zaraz zaczynamy czekać na coś innego, na coś więcej.

Ważne jest, by to droga była celem, bez oczekiwania rezultatu, bez jakichkolwiek oczekiwań...
Cała nasza świadomość skupia się na teraźniejszej chwili. Nie traktuj jej, jako kolejnego szczebla do przyszłości, patrz na nią jak na skarb- jedyne co istnieje i jedyne, co możesz mieć.
Zaprzestań gonitwy do nikąd. Jeżeli w Twoim życiu chcesz wprowadzić zmiany, codziennie rób coś dla tej sprawy, rób to z radości samego robienia, a nie z przymusu- dotarcia i dogonienia swoich niekończących się ambicji.
Wtedy wszystko staje się naturalne, bo wkraczasz na Naturalną Drogę, któa już jest osiągnieciem wszystkich Twoich celów :) i jesteś spełniony, mimo, że możesz nie mieć nic z fizycznego punktu widzenia, ale Twoja dusza jest w tak komfortowym stanie, że chce się tylko tańczyć z radości.Emanujesz szczęściem, bo uświadamiasz sobie,że nigdy nic nie musiałeś- zawsze byłeś doskonały i zawsze już będziesz... bo jesteś... teraz.

piątek, 4 października 2013

"Tylko" miłość :)

Miłość. Myślę, że z każdym dniem dojrzewam do niej coraz bardziej. O tej prawdziwej miłości, która nie ma żadnych oczekiwań, która nie ma chęci posiadania.
Ile razy złościmy się na kogoś, narzekamy na jego czyny, obrażamy się. Każde takie zachowanie nie jest miłością, mimo iż twierdzimy, że kochamy tą osobę, są zachowania i uczucia, które temu całkowicie przeczą. Bo nie da się w tym samym momencie przecież kochać, jak i nienawidzić :) Oczywiście kiedyś miną, a potem sami się nie poznajemy. Przepraszamy, jest nam wstyd.
Tak wiele oczekiwań w stosunku do naszych obecnych lub przyszłych partnerów. Muszę spełniać jakieś warunki, żebyś mnie kochał?
Odkryłam, że im mniej oczekuję, tym jestem szczęśliwsza, nie tylko względem innych ,ale także względem siebie. Im bardziej chce stać się lepszą... tym jest gorzej. Dążę do czegoś i przestaje zauważać, co mam. Przestaje czuć się ze sobą dobrze, bo nie jestem tym „kim mój umysł chce żebym była”.

Najpiękniejsze chwile, to po prostu- bycie, dotyk pełen czułości. Nie musisz być nikim nadzwyczajnym, nie musisz robić nic, dajesz miłość i ją dostajesz...

Dopiero zaczynam zauważać jak to zaczyna działać. Jak na dłoni.
Partner jest całkowitym odbiciem mnie samej.
Niesamowite jest, że wszystko, co kiedyś ja uczyniłam, jak postępowałam- dostaje z powrotem. Prawo karmy? Nie wiem, jak to nazwać, ale wszystko, co innym czynisz- wróci. Wraca, by nas nauczyć... Wszystko także zależy od moich reakcji.
Kiedy obdarzam go zrozumieniem, wsparciem, a nie fochem (bo zrobił coś wbrew moim oczekiwaniom). Dostaje to samo, a nawet znacznie więcej. Bo otrzymuje miłość, podziękowanie, i wspaniały wspólny czas, a nie spędzony osobno w złości.
Tak naprawdę wszystko zależy ode mnie. I choćbym nie wiem jak starała się obwiniać jego, czy innych. To ja dokonuje wyboru jak zareaguje, co powiem, a co przemilczę.
Dziś miałam taki moment, że była już późna godzina, mój partner miał wyłączony telefon będąc poza domem i mimo iż wiedziałam, że wszystko jest ok, powstało we mnie takie uczucie ulotności wszystkiego. A co jeśli jedno z nas nie wróci któregoś dnia?
Pojawiły się obrazy, w których wychodziliśmy z domu pokłóceni, stracony czas na bezsensowne obrażanie, kłótnie. Przebiegł mnie zimny dreszcz, a ja poczułam jak wiele miłości w sobie mam, jak często ją cisnę i nie daje jej wyjść. Każda chwila, której daje jej upust, jest najcudowniejszą chwilą mojego życia. Nic poza nimi tak naprawdę NIE MA ZNACZENIA. Ile zwyczajnych momentów w życiu zmienia się na tak wspaniałe, że nie da się ich wyrazić słowami, gdy dodamy właśnie jej- miłości. I nie musi być, to miłość do kogoś szczególnego, czy do czegoś. Miłość, która po prostu w nas cały czas jest. Jest, bo my nią jesteśmy, a ona jest nami. Ona nigdy się nie skończy, nie wyczerpie się jej limit- jest bezgraniczna i totalna.
Gdy obdarzamy nią drugiego człowieka, jakie wspaniałe cuda zdarzają się w naszych życiach! Materializuje się ona na naszych oczach, a my jesteśmy „tylko” nieskromnie mówiąc- TWÓRCAMI CUDÓW :) doświadczamy zapierających dech momentów. Kończą się wtedy oczekiwania w stosunku do innych, nie oczekujemy niczego, bo sami mamy wszystko :) i chcemy się tym tylko dzielić, dzielić... powstaje w nas taka wiedza, o której nie trzeba sobie przypominać, ona już jest- że to ode mnie wszystko zależy. Ode mnie zależy- jak wyglądają moje relacje z innymi, mój związek. Dostaje bowiem, to co dałam. 


środa, 2 października 2013

Wszyscy jesteśmy schizofrenikami

Jak to kiedyś Rysiek Riedel śpiewał "Lunatycy otaczają mnie", to ja dziś może śpiewać nie będę, ale stwierdzę, że "Schizofrenicy otaczają mnie". Cały świat jest przepełniony schorowanymi schizofrenikami, z tym, że jest to tak powszechne, że stało się niezauważalne i naturalne. Dotyczy to każdego z nas, i nie pokazuje palcem na innych, tylko bezdyzkusyjnie się pod tym podpisuję.

W wieku lat 4-6 kształtuje się u dziecka tzw. umysł, ego, nieświadomość.
Jak sięgnę pamięcią w dawne dzieje to mam w pamięci zarysowany dokładnie moment, w którym "ktoś zaczął mówić w mojej głowie". Może wielu z was też miało coś podobnego.
Gadanina ta czasem była zupełnie niezależna ode mnie, peplał "coś, ktoś" zupełnie bezsensu, chaotyczny nurt niezwiązanych z niczym myśli. Nienawidziłam tego stanu, męczył mnie i trochę przerażał. Znajdywałam jakieś metody, "by nie słyszeć". Przeważnie było to jakieś zajęcie pochłaniającą całą moją uwagę.




Ne wiedziałam co to jest i skąd się wzięło, tym bardziej, że wcześniej tego nie było, a dorośli zbywali mnie lekceważeniem.
Teraz wiem, co to było- kształtował się mój schizofrenizm :), który towarzyszy mi po dziś dzień.
Choć jego pojawienie się zauważyłam, to po czasie się przyzwyczaiłam i nawet uzależniłam od jego obecności, mało tego zaczęłam go słuchać i utożsamiać się z jego gadaniną.

Spójrz na małe dziecko. Ono jest czystą obecnością, niezakłóconą umysłową gadaniną. Ono po prostu jest, obserwuje i tylko daje uwagę temu, co je otacza, gdy je coś zainteresuje, albo temu, co akurat czuje. Nie przywiązuje się do uczuć, ani do myśli, działa od razu i dopóki to coś istnieje w jego rzeczywistości- gdy je coś boi- płącze, gdy je coś rozśmieszy- śmieje się. Nie cierpi z powodu niskiej samooceny, nie tworzy żadnych planów, nie ma ambicji, nie ma żadnego porównania. Ono po prostu JEST i reaguje na rzeczywistość.

Schizofrenicy ciągle toczą wewnętrzne dialogi. Z tą róznicą, że nie robimy tego na głos dlatego zostajemy uznawani za normalnych. Choć sam się zastanów, ile razy gadasz sam do siebie, gdy wiesz, że nikt nie widzi, albo poruszasz ustami w takt Twoich wewnętrzych akcji.
Zaopserwuj ludzi na ulicach, każdy żyje "w swoim wewnętrzym świecie", nikt nie jest obecny.

Nasz umysł jest ciągle znudzony. Nie potrafisz usiąść i po prostu być. Włanczas tv, czytasz gazetę, przeglądasz bezsensu internet, albo sięgasz po kolejną przekąskę, której Twoje ciało już dawno nie potrzebuje. Karmisz tylko głód umysłu. On nie umie nic nie robić, on chce działać, chce pożywki dla swoich ambicji, chce cię kontrolować.
A my poddajemy się, bo tak wygidnie, bo tak robią wszyscy- zaznaczam wszyscy- schizofrenicy.

Pierwszym krokim do wyeliminowania go- jest go zauważenie.
Ludzie, którzy dalej będą żyć w przekonaniu, że wszytsko jest OK, że takie jest po prostu życie- nigdy nie zrozumieją i nie poznają "więcej".
Będą dalej żyć w ograniczonych ramach swoich umysłów- zakąpleksionych, ciągle głodnych i znudzonych, zapychających PRAWDZIWYCH NAS- talk show w telewizji, czy kolejna kanapka z masłem orzechowym?

Jedyna broń miażdżąca umysł- to obserwacja.
Ten co obserwuje- to właśnie Ty.
Patrzysz na to całe przedstawienie jak bierny widz, nie biorąc w tych gierkach udziału.
Pamiętaj jednak, że Ty jesteś obserwatorem, jednak ten, co to wszystko ocenia- to już jEGO twórczość.

wtorek, 1 października 2013

Przestań szukać, a znajdziesz...

Ostatnio w poście (Pragnienia Kobiecego Serca) pisałam, że szukanie szczęścia to jedna z najciekawszych I najbardziej zajmujących podróży życia. Owszem może I jest ciekawa, pełna przygód wzlotów I upadków. Jednak doszłąm do wniosku, że jest całkowicie daremna, całkowicie mijająca się z celem. Tak, naprawdę żyjąc w ciągłym poszukiwaniu szczęścia pozbawia nas go. Nie można go, bowiem szukać- trzeba po prostu być szczęśliwym :)
Tracimy czas na poszukiwania, wydajemy fortune na doświadczenia, dogadzamy sobie, by na końcu stwierdzić, że szczęście było cały czas... nie potrzebne było do tego kompletnie nic.
Kopletnie nic... jak uwolnić się od zachcianek? Od potrzeby bycia kochanym? Każda potrzeba niesie ze sobą jakiś zalążek cierpienia, bo przecież nic nie jest wieczne, nic tak na prawdę nie może do nas należeć.
Nic nas w pełni nie zaspokoi.
Jest na to tylko jedna metoda- bycie całkowicie w teraz, bez myślenia o przyszłości, czy o dawnych dziejach przeszłości. Bez buszujących myśli, bez planowania. Po prostu Bycie.
Wszyscy wiemy, że nie da się na dłuższą metę przyjąć takiej postawy (Nie da? ;)- kwestia praktyki oczywiście) , jednak warto ją włanczać, gdy świat nam się wymyka spod kontroli, gdy pragnienia doczesności przykrywają nam oczy, a cierpienie rozrywa nasze serca. Warto odskoczyć I pobyć w teraz. Pobyć szczęśliwym, mimo wszystko- to jest prawdziwa siła, prawdziwy triumf. I nie trzeba do tego niczego, to przecież nasza praqdziwa natura, a wszystko inne jest tylko zabawą.
I to jest może naturalne, oczywiste ale ile razy musimy sobie o tym przypominać, bo w szaleństwie naszych umysłów o tym zapominamy?
Dopóki się nie nauczę tak żyć, dopóty będę o tym głosić wszem i w obec, do utratyać tchu będę to doporacowywać, aż zostanę mistrzema teraźniejszości ;) I będę wam też przynudzać ;)

I cudowna piosenka, którapomaga wprowadzić  w "ten stan" .

poniedziałek, 23 września 2013

Cierpienie

Siedziałam sobie pogrążona w smutku, łzy kapały mi po policzkach, a ból wypełniał całą moją istotę. Zupełnie bez jakiejś tragedi, bez jakiegoś powodu, czy dramatu. Czysty ból, z pwodu tego chyba, że istnieje. Znacie to? Beznadziejność swojej osoby, łzawe użalanie się nad swoim nędznym żywotem.
Depresyjność jest dla mnie zawsze kusząca, z łatwością jej ulegam, a potem trzymam ją i wyleczyć nie umiem. Nie umiem, czy nie chcę? No właśnie. Użalanie się, czyli nasza bolesna część to jedna z metod karmienia ega. Dziś usiadłam i zadałam sobie pytanie: Kto cierpi?
Czy to cierpie ja? Skoro ja cierpie, to kto obserwuje to cierpienie, kto je widzi i kto pyta?
To zadane pytanie w tym odpowiednim momencie, odebrało w ułamku sekundy cały ból, a do mnie doszło zrozumienie, że skoro ja obserwuje cierpiącego, to nim nie jestem, nie muszę być. Niesamowite, bo walczyłam z tym, biłam to, waliłam, tłumaczyłam, pocieszałam, a to jedno pytanie spowodowało uśmiech na mojej twarzy.
Nie jestem swoim cierpieniem :)
Niby oczywiste, ale gdy siedzimy po pachy w dramacie, ciężko nam co kolwiek wytłumaczyć. Wtedy trzeba poczuć. Zamknęłam oczy, poczułam całe swoje ciało, swój ból i zadałam to pytanie. Moment oddzielenia przyszedł gwałtownie i niespodziewanie. Dziękuję za to :) Dziękuję, że jestem czymś więcej i potrafię to dostrzec :)

poniedziałek, 16 września 2013

Momenty świadomego obserwatora

Pisarstwo kluczem do świadomej obecności
Zawsze lubiłam wyrażać się poprzez słowo pisane. Czasem wychodziło mi to lepiej, czasem gorzej. Miałam chwile całkowitego bezdechu pisarskiego, gdzie nie umiałam napisać cokolwiek, co miałoby sens. Pisanie przychodziło do mnie i odchodziło, jednak nigdy tak naprawdę mnie nie zostawiło. Choć pisałam z wszystkimi możliwymi błędami, bez formy literackiej, bez czytania książek traktujących o poprawnej polszczyźnie to pisałam bo sprawiało mi to przyjemność. Tworzyć coś, niczym artysta wkładający siebie w swoje dzieło. Pisanie to odkrywanie siebie, bo to czysta obserwacja siebie samego, spontaniczność reakcji i nazywanie nienanazywalnego. Zdaję sobie sprawę, że słowo jest ograniczoną formą przedstawianie świata niewidzialnego, są takie stany, uczucia, gdzie ubranie go w słowa tępi jego prawdziwość. Choć słowa potrafią poruszać, wzruszać, wkurzać. Słowa są przekaźnikiem, przez który pisarz wyraża samego siebie, dając siebie innym.
Pojąć wenę pisarską, to połączyć się ze swoją podświadomością, to połączyć się ze swoją istotą, która jest połączona czystym strumieniem z samym źródłem, w którym nie ma limitu tworzenia. Pisanie może być piękną podróżą, do odrzucenia ego, po to by połączyć się ze swoim wspaniałym ja, odrzucić krytycyzm, osąd i racjonalizacje umysłu i tworzyć piękno z samego jestestwa, Nie ma piękniejszego uczucia, gdy wejdziesz w odpowiedni rezonans, a słowa, historie, sytuacje tworzą się w sposób samoistny, jakbym była tylko pośrednikiem. Jest to jedno z najpiękniejszych uczuć jakich doświadczyłam. Tylko czytając takie swoje teksty sama nie wierzę, że to ja je napisałam. Dzieje się tak ponieważ wyłącza się umysł świadomy. Jego słowa nigdy nie są dość dobre, jego fabuła zawsze jest bez polotu, jego myśli są przemyślane i dokładnie przeanalizowane, dlatego są...sztuczne.
Zetknęłam się już ze sztucznością własnych tekstów, brak im emocji, brak duszy. Są zwyczajnie pisane na pokaz, nie odkrywają przede mną niczego nowego. To tak jakbym chciała zjeść plastikowe ciastko i wmawiała sobie, że jest słodkie.
Pisanie może ponieść mnie tam, gdzie bez słów nie potrafię dotrzeć, może poprowadzić mnie tam, gdzie już te słowa nie będą mi potrzebne....? Mogą też zaprowadzić mnie w ciemne otchłanie mojego zakompleksionego umysłu, któremu dając się ponieść utracę połączenie z moim źródłem artysty. Tak naprawdę już jestem artystą, a jedyną przeszkodą by to wyrażać jest mój kleisty umysł, zrodzony z czystej negatywności, i dla negatywności istniejący. Niestety jednak mimo swego oddźwięku zbyt często przeze mnie słuchany, oszukujący mnie, że jego myśl jest moją własną. Idąc z nim wpadam tylko w sztuczność i nieistniejący strach. Jedyne potwory z jakim przychodzi nam się zmierzyć, są tylko kreacją umysłów. Nie mających nic wspólnego z rzeczywistością. Rzeczywistość jest prosta, ona po prostu jest i w każdej minucie, nawet teraz mogę być artystą, jestem artystką, jestem pisarką, twórczynią pełną pasji, o nieograniczonym potencjale.
Pisarstwo jest kluczem do świadomej obecności, bo tylko poprzez obecność mogę obserwować, tylko poprzez dokładną obserwację jestem w stanie oddać szczerze w słowach życie, fikcję i wyobraźnię. Cały mój wewnętrzny warsztat tworzy się poprzez nieoceniającą, bezosobową obserwację.
 Czy i Ty znalazłeś swoją drogę do obserwacji?

czwartek, 5 września 2013

Pragnienia kobiecego serca

                Nie ulega wątpliwości, że wszystko w czym jestem teraz miało mi się przydarzyć. Kiedyś myślałam, że nie potrzebuje nic więcej do szczęścia- jak bycia z kimś, bycia kochaną. I owszem daje to ogromną wartość mojemu życiu, jednak doświadczyłam na włąsnej skóze, że nie daje spełnienia. Wiedziałąm o tym, jednak inaczej jest uczyć się na własnych doświadczeniach, niż z kart mądrych książek. Moje wszystkie przemyślenia, dążenia I poszukiwania można zamknąć w jednym- zaproszenie szczęśćia na stałe do swojego życia. Nic tak naprawdę poza tym mnie nie interesuje. I może to dobrze, nawet bardzo dobrze, bo za każdym razem dowiaduje się czegoś nowego o rzeczywistości, o sobie. Taką drogą przecież szedł Budda I inni oświeceni mistrzowie- szukanie szczęścia. Obalanie mitów materialnych uciech, fizycznych przyjemności. Nic nie jest bowiem stałe, na końcu zawsze czeka śmierć.
Jakże wiele rzeczy wiem, jednak ich nie rozumiem. Zrozumienie pojawia się w momecie doświaczania I zaobserwowania. Co z tego, że wiedziałam, że miłość nie daje spełnienia- chciałam jej doświadczyć, co z tego że wiedziałąm, że pieniądze- to złuda szczęścia- chciałam ich doświadczyć. Tak samo jest wiele rzeczy, których chce teraz.
Taka pustka tkwi w tym osiąganiu na planie fizycznym. Pustka, która nic nie daje, ale jednak chcemy, by to co z zewnątrz sprzyjało temu co wewnątrz. Nie daje to szczęści na stałe, bo nic co zewnętrzne nie ma takiego prawa, takiej mocy ale jednak nasze ludzkie ega odczuwają braki.
Mówią, że to dobrze jak człowiek nigdy nie osiądzie na laurach, że jesteśmy ludźmi celu, lubimy osiągać. Owszem. Tacy ludzie w społeczeństwie uznawani są za ludzi sukcesu. Ludzie sławni, bogaci, piękni ciałem ale ja nie szukam tego typu doświadczeń, są bowiem marne, niesatysfakcjonują mnie. Może moja dusza była na tej planecie wcześniej I doświadczała tego wszystkiego, że zawsze patrze na wszystko szukając drugiego dna, jakiejś lekcji. Choć czasem zdarza mi się narzekac na moją obecną rzeczywistość- chyba jak każdemu, wiem że jestem w niej, bo miałam tu być. I tak na prawdę nikt poza mną nie jest w stanie tego zrozumieć. Co z tego, że ludzie zawsze mają tysiąc rad I spostrzeżeń, tysiąc opcji dla mnie, jak oni nigdy nie będą w mojej skórze, nie zobaczą tego co ja widzę, nie usłyszą tego, co ja słyszę. Nie zrozumieją mojego smutku, lęku, czy radości.
Niszczy to całą teorię o romantyźmie, jaką zasiewa się do serc młodych dziewcząt, zasypując nas romansidłami, ze wszystkich stron. Nie powiem sama uwielbiam piękne romantyczne historie, bollywoody, czy nawet lekkie książeczki typu I żyli długo I szczęśliwie. Jednak rzeczywistość jest brutalna- nie ma takiej osoby, która by uczyniła Cię szczęśliwą, przeważnie wszystkie nasze traumy, lęki I bolączki wylewamy w związkach, oczekując że partner ukoi nasze wszystkie cierpienia. Co na początku, wydaje się nawet fajne, “o tak, pomogę ci, uleczę cię”, jednak nie daje to stałej ulgi, a po czasie wręcz odpycha od nas ukochanego.
I myśle nawet bardziej o kobietach, bo to kobiece serca od wieków pragną romansu, pragniemy być pięknymi, kochanymi I wielbionymi. Często czekamy na tego księcia- jak na zbawienie, a potem w rozgoryczeniu pierzemy mu skarpetki, robimy obiady, zmywamy gary. Czujemy się oszukane. Nie jesteśmy już tymi pięknymi, kwitnącymi seksbombami, poza którymi nasi faceci świata nie widzieli. Jeteśmy złośliwe, marudne, konfliktowe, a wszystko to dlatego, że nasze nadzieje zostały zawiedzione. I w gruncie rzeczy to nie wina mężczyzn. Oni sami są w tym pogubieni, bo my jesteśmy już inne... to nie ta sama, promienna kobieta w jakiej się zakochałem... 

 
Dlatego moją misją jest porzucać pragnienia tego typu, pragnienia naszej ego strony. Czasem są one tak silne I tak bolesne, że trzeba dawać sobie czasu I zrozumienia, więcej hojności (jak w poście niżej :)).
Czy to znaczy, że mamy przestać szukać miłości? Nie, wręcz przeciwnie. Trzeba doświadczać, trzeba czuć I na własnej skórze się przekonać. Oznacza to jedynie tyle, że wcale nie musimy czuć sę rozgoryczone I niespełnione, bo szczęście istnieje, nie możemy tylko obarczać odpowiedzialnością innego człowieka za nasze własne, a dalej zawzięcie podąrzać drogą do odkrycia go. Związki przeważnie funkcjonują w trybie sinusoidy- raz jest cudnie, a raz okropnie. Raz czujemy się jak w niebie, żeby zaraz trzaskać drzwiami I rzucać walizkami gotowe skończyć to raz na zawsze. Stabilizacje można uzyskać tylko wtedy, gdy świadomi nie będziemy uzależniać się od partnera, od tego czy da nam szczęście, czy gniew. Same zadecydujemy o sobie, I nie poprzestaniemy poszukiwań naszego szczęścia. Wtedy nasz partner nie będzie nam zawadzał, a stanie się towarzyszem w drodze. No chyba, że jesteśmy w związku z zazdrosnym maniakiem, tyranem, czy gościem, który chce mieć nas całkowicie pod kontrolą. Wtedy takie związki się rozpadną, bo były budowane na niezdrowych fundamentach. Ale nie ma czego żałować. Życie udowania, że podjęcie takich decyzji doprowadza nas do takich sytuacji I do takich ludzi, że wręcz dziękujemy sobie, że odeszliśmy.
Szukajcie szcześcia, to najciekawsza I najpiękniejsza podróż, wynagradzająca wszystko, co złe. Sprawia, że na wszystko patrzymy bardziej z dystansu. Wszystko bowiem, co robiliśmy, doświadczaliśmy zdarzało się żeby je znaleźć.

środa, 4 września 2013

Więcej hojności by być szczęśliwym

Ostatnio uderzył mnie pewien fakt. Ustawiłam sobie w głowie pewien schemat bycia szczęśliwą i gdy tylko przestaje spełniać "moje warunki", mój stopień szczęśliwości drastycznie spada.
Jest tak np. z moja fgurą- gdy tylko przybieram na wadze czuję jakbym nie zasługiwała na bycie szczęśliwą. Stworzył się we mnie schemat, szczupłość równa się szczęście.
Jakie to ograniczające i ubogie.
Sama odbieram sobie szczęście, bo w jakimś chorym przekonaniu nie spełniam jego kryteriów.
W ilu sytuacjach jest tak ,żę tylko i wyłącznie sami pozbawiamy się uśmiechu na twarzy, bo nie potrafimy sporstać "swojej wersji ideału".
Mogą być inne przykłady. Czuję się szczęśliwy... gdy jestem przy kasie, gdy jestem w związku, gdy wszyscy mnie lubią, gdy ładnie wyglądam...
Szczęście to hojność z jaką je sobie ofiarowujemy, bo tylko my wyłącznie możemy je sobie ograniczać. Zakręcamy swój kurek szczęścia, zamiast pozwolić mu płynąć bez blokad, bez czekania na "idealny stan".
Zrozumiałam, że wcale nic nie muszę, by je czuć i nim żyć, by się uśmiechać i promienieć. To takie proste :)
Ideały nie istnieją. Jakby tylko idalni ludzie pozwalali sobie na szczęście to każdy, byłby smutny i nieszczęśliwy.

Zrozumiałam to i w moim świecie zagościła wolność. Wolność od natarczywych dążeń, starań, niespenionych pragnień, Iluzjonicznych gier, które miały doprowadzić do tego, co mam cały czas- BYCIA SZCZĘŚLIWYM.
Bądźcie dla siebie bardziej hojni i nie odbierajcie sobie tego co już macie :) To czyni cuda :)

POzdrawiam szczęśliwie.


wtorek, 3 września 2013

Bycie głupcem- daje szczęście :)

Kto chce być "głupcem"?
Haha, JA CHCE BYĆ!
A zaraz wyjaśniam dlaczego.
Wszyscy szukamy szczęścia, gonimy za nim, walczymy o nie. Całę nasze życie sprowadza się do jego poszukiwania. Pora skończyć z tym całym bezsensem, wystarczy bowiem być- głupcem.

Głupiec- osoba nieodpowiedzialna, niedojrzała, beztroska i infantylna, niemająca konkretnego celu w życiu, niebacząca na niebezpieczeństwa, popełniająca niuanse i mezalianse, nieracjonalna i niekonsekwentna.

Takie cechy raczej nie opisują poważnego, szanowanego obywatela, dobrego ojca, matki, solidnego pracownika i miłęgo sąsiada.

Ale te cechy są niesamowite, oby więcej głupców na tej planecie...

Jak się zachowuje głupiec?

Jest niedojrzały w swojej niewinności, ciekawy świata spogląda na wszystko oczami dziecka. "Wyrusza w podróż" bez przygotowania i bez celu. Liczy się dla niego tylko droga.
Przyszedeł na ten świat bez niczego o dlatego niczego nie potrzebuje, rzeczy materialne nie dają mu szczęścia. Jednak czerpie radość z każdego stawianego kroku, bo nie zastanawia się nad jego konsekwencjami, ani nad tym co będzie. Nie widzi niebezpieczeństw, dlatego może częściej niż inni wpakuje się w tarapaty ale przyjmuje swój los bez narzekań, doświadcza przez to więcej przygód, nawet porażki ciekawią go.
Żyje chwilą, kieruje się ciekawością, poznawania nowgo. Nie kieruje się racjonalnym i przewidującym wszystko, analitycznym umysłem. Jego jedynym drogowskazem są uczucia, za którymi wiernie podąża. Może on spaść ze skały na końcu swojej drogi, jednak całe szczęście i entuzjazm, którą emanowałpodczas swojej podróży, były tego warte. Dlatego nigdy niczego nie żałuje, bo robił tylko to, co dawało mu radość. Nigdy nie poniósł porażki. Głupiec w swej "głupocie" jest wygrany, jest bowiem wolny od swojego ego, od umysłu- jest szczęśliwy.
Do niczego się nie przywiązuje, bo zawsze jest coś nowego do poznania, więc nie widzi sensu trzymać się starego, dlatego jest głupcem, bo w żadnej nowej sytuacji nie wie jak sie zachować, nie przygotował się z góry, nigdy wcześniej jej nie doświadczył, może jedynie zachwycać się jej unikatowością.
Przyjmuje wszystko, co go spotyka- bez oczekiwań, bez lęku. Jest spontaniczny, aktywny i żywy. Docenia ulotne piękno świata- drzewa, kwiaty, nature, bo ona zawsze go zaskakuje czymś nowym. Nie obarcza się cywilizacyjnymi ciężarami- nie ma poczucia obowiązku, przymusu i odpowiedzialności, w jego świecie jest tylko- TERAZ. Tylko głupcy zaznają prawdziwj wolności, prawdziwej i nieskrępowanej radości z życia.


Codziennie, w każdym momencie masz możliwość uczynienia czegoś wspaniałęgo.

Bądź głupcem- zatracaj się w życiu, nie bacz na konsekwencje, niczego nie analizuj, czuj radość przepływającą przez ciało, a przede wszystkim nie bój się- bo nigdy nie przegrasz. Ten kto jest szczęśliwy- wygrywa zawsze.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Przerwane blogowanie

Witam.
Ostatnio przerwałam blogowanie, nie z lenistwa, ani z zaniedbania. Przerwałam ponieważ potrzebowałam i potrzebuję czasu na dotarcie do siebie samej. Jestem zdania, że nie wolno pisać, dawać rad i poruszać tematów, których sami nie przerobiliśmy, których sami nie czujemy i nie stosujemy w życiu.
Inaczej nie jesteśmy wiernymi autorami, ani godnymi jakiegokolwiek czytelnika. DLatego zaprzestałam na jakąś chwilę, by nie pisać czegoś czego nie czuję.
Tematem mojego bloga jest naturalna droga, w zgodzie z własną istotą. Utraciłam n jakiś czas tą hrmonię ale tylko dlatego, by wrócić z nowymi doświadczeniami i lekcjami jakie dało mi życie.
Jestem po to, by pisać o własnych spostrzeżeniach i doświadczeniach, by inni mogli z tego czerpać coś dla siebie. I tak będzie :) Jednak warunek jest jeden- bądź zmianą, którą pragniesz zobaczyć w świecie. Więc najpierw pracuję nad sobą, bym mogła pracować nad światem :)
Napewno jak wróce opowiemy sobie trochę o kobiecych traumach, dylematach, kompleksach i problemach w związkach, od tej innej niekonwencjonalnej strony, zajrzymy w nasze serca i dusze, postaramy się odciążyć wysokobrotowe umysły, zagłębiając się w wiedzę zen i mistrzów transcendencji, postaramy się zrozumieć przede wszystkim sedno kobiecego serca i jego pragnień.
Myślę, że ten "mój czas" był mi niejako potrzebny na zmagazynowanie tego wszystkiego, co teraz będę mogła wam oddać z czystym sercem, że nie udawałam kogoś kim nie jestem.





Całuję :)

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Wewnętrzny demon

Dziś temat strikte egzorcystyczny, ponieważ każdy z nas cierpi na opętanie przez okropnego i bezlitosnego demona, który jest tak przebiegły, że mówi nam co mamy robić, jak się czuć i jak żyć, a my nie zdajemy sobie z tego sprawy!
Nasz świat jest oszalały, całkowicie pokręcony, ponieważ tworzą go i zamieszukują opentane istoty, które jak marionetki poddają się "rozkazom demona". Wszędzie dookoła ludzkie istnienia zagłuszane przez "obcego". Czasami każdy ma momenty prześwitu, chwili spokoju i całkowitej akceptacji, bezinteresownej miłości, poporostu stan szczęścia. Tak, wtedy to jesteś TY, bez demona. To jest Twoja istota, czysta i nie zagłuszana.

Gdzie się umiejscawia ten potworny gość?
Zamieszkał on bardzo blisko Ciebie, najgosze jest to, że cały czas do Ciebie gada, a Ty słuchasz go i jego mowe, uznajesz za swoje myśli.
Tak, ten demon- to Twój umysł. Ciągły wewnętrzny dialog, wewnętrzny krytyk, Twoje ego, który ciągle  i nieztrudzenie mówi Ci jak masz żyć, jak wyglądać, krytykuje CIę o osądza. A Ty ze spuszczoną głową utożsamiasz się z jego głosem, uznając że to słuszna ocena Ciebie.
Nie ma nic bardziej mylnego! Kto powiedział, że jesteś swoimi myślami? Dlaczego ciągle się ich słuchasz?

Weżmy przykład z życia wzięty.
Oglądasz niedawno zrobione Twoje zdjęcie.
Gdy na nie patrzysz przychodzą Ci myśli typu: o boże jak grubo wyszłam, wyglądam jak poczęk, mam okropną minę i jeszcze te włosy- całkowity koszmar, o matko: widać mi celullit!!!
Bach, Twój wskaźnik szczęścia spadł o jakieś 99%. -Jestem do dupy, beznadziejna, leniwa... od razu do złego dochodzi gorsze. Tak to już jest.
Wiesz w co się dałaś zrobić? W KONIA! Tak :)
Utożsamiłaś się z głosem krytyka, który NIE JEST TOBĄ. Ludzie nie są swoimi myślami, ich jedyny błąd polega, że myślą że nimi są.
Kiedy zaczyna się ta wewnętrzna litania powiedz do niego: zamknij się do cholery! Nie zepsujesz mi dzisiaj dnia! To zdjęcie jest takie zabawne. I koniec. Przestań już o tym rozmyślać. Póść to, nie ciągnij za sobą tego zdjęcia przez cały dzień.
Wtedy wygrałaś Ty, wygrała Twoja Istota. Sama zdecyduj, kto dzisiaj wygra, komu nasz punkt- Tobie-cudownej istocie, o pięknej duszy, która jest na tej planecie, by się radować, śmiać i tańczyć, czy demonowi- który nie istnieje, gdy nie dasz mu energii, który żywi się Twoim cierpieniem i tak naprawdę nigdy nie daje nic dobrego, gdy go posłuchasz.
Pamiętaj- TY NIE JESTEŚ SWOIMI MYŚLAMI!!!

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Myślenie odchudza

Przepraszam od razu na wstępie za zawiechę, ale miałam ciężki okres. Śmierć babci rozbiła mnie i straciłam połączenie z Naturalną Drogą, myślą i swoim ciałem. Na pewno nie miałam nic ciekawego i inspirującego do powiedzenia :) Ale już wracam, wyśrodkowuję się i cieszę każdym dniem. W takich chwilach bowiem dopiero dociera do nas kruchość i przemijalność naszej egzystencji. To, co po nas zostaje to miłość, którą zaczepiliśmy w sercach innych, i myślę, że właśnie to jest warte to, całe życie. By być miłością, dawać miłość i celebrować każdą daną nam chwilę, tak jakby jutra miało nie być.
Cała ta przemijalność jest mimo wszystko wspaniała, bo uświadamia nam, że mamy tylko TĄ CHWILĘ. A wtedy dzieją się cuda :)

Dzisiaj wypiszę wam podstawowe zasady szczupłości, inspirowane Sondrą Ray.
Wiem, wiem dalej wałkuję ten temat. Ale jest jeszcze sporo rzeczy, o których chce powiedzieć o odchudzaniu. Tym bardziej, że sama tym żyję i odkrywam wszystko na własnej skórze.
Także do dzieła...

1. Myśl jest twórcza, produkuje dla nas wszelkie rezultaty zgodne z jej wibracją. Pozytywne myśli, które wprowadzają nas w stan szczęścia, miłości, wdzięczności produkują dla Ciebie pozytywne rezultaty.
Negatywne, bowiem przyciągają sytuacje, których nie chcemy doświadczać, które kłócą się z naszym szczęściem.
2. To co jesz, nie jest szkodliwe samo w sobie. To Twoja WIARA, że jest szkodliwe, czyni je takim.
3. Jedzenie nie jest tuczące samo w sobie, tylko Twoje myśli takim go czynią.
4. Prawdziwym pokarmem jest dla nas Światło Boga, a nie to co jemy.
5. Wszystkie tradycyjne techniki pozbycia się otyłości, takie jak post czy specjalna dieta skutkują, ponieważ wierzysz, że będą skutkować.
Niestety jednak, gdy działasz poza przyczyną otyłości, najprawdopodobniej przytyjesz z powrotem porzucając tylko dietę.
6. Twoje ciało jest zawsze posłuszne instrukcjom Twojego umysłu. To Ty wydajesz instrukcje dotyczące jedzenia.
7. Nastawienie i wiara wspólnie determinują wszystkie przypadki otyłości.
8. Musisz pozbyć się negatywnych myśli o swoim ciele, jedzeniu i sobie samym.
Jest to jedyna droga, by uzyskać stały  i pozytywny rezultat.
9. Ten sam mechanizm trzymający nas przy negatywnych myślach, trzyma nas także przy tłuszczu.
Jeżeli wybaczymy sobie przeszłość, porzucimy negatywne myślenie, uczucia i urazy, przestaniemy być ofiarami samych siebie- równocześnie porzucimy tłuszcz.
Uwalniając nadmierny ciężar z naszych umysłów i serc, uwalniamy nadmierny ciężar z naszych ciał.
10. Podczas jedzenia- kochaj swoje jedzenie, błogosław je i dziękuj za nie. Uczyń posiłki bardziej uduchowionymi. Doświadczaj swojej potrawy- patrz na nią, smakuj, czuj jej aromat,  myśl o tym co robisz.



środa, 22 maja 2013

Ciało może stać się pasją.

        Ciało- siedlisko duszy, towarzyszy nam przez cały okres ziemskiego życia (uznaję  bowiem, że nie jesteśmy tylko powierzchną cielesną).




Ciało powinno służyć jako narzędzie do doświadczania, poznawania i uczenia się, jednak nie da się życia przejść szczęśliwie bez obdarzenia miłością swojej fizyczności. Niektórzy odrzucają je, swoją seksualność, jego potrzeby, traktują je z pogardą jedząc beznadziejne jedzenie. Potrafią przejść całe życie nie nawiązując kontaktu z własną cielesnością, często głusi i  niewidomi na jego komunikaty, budzą się dopiero gdy lekceważone ciało daje znać bólem lub chorobom. Złe traktowanie, niezadowolenie z naszego wyglądu, porównywanie się do innych, tłumione złe emocje osłabia nie tylko nasze ciało ale także duszę.
     Odzyskanie połączenia z naszą fizycznością, nauczenie się języka potrzeb oraz pokochanie siebie bez względu na okoliczności, gwarantuje naszej duszy wspaniały dom i miejsce nieograniczonego rozwoju, a przede wszystkim szczęście przepływające przez Ciebie każdego dnia. A przecież każdy z nas szuka na tym świecie desperacko- SZCZĘŚCIA.

      "Życie" (czytaj także jako Bóg, Moc Stwórcza, Najwyższa Inteligencja, czy jak kolwiek sobie życzysz) ofiarowało Ci niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju- Twoje ciało. Spójrz na swoje dłonie, tak zrób to teraz, to są Twoje dłonie, cudowne i niepowtarzalne, tymi dłońmi możesz dotykać z miłością, możesz głaskać ukochaną osobę, czy nawet pupila, możesz dawać pomocną dłoń, ale przecież także możesz nieść destrukcję i zniszczenie. Od Ciebie zależy jaką intencją je obdarzysz. I tak samo dzieje się z całym Twoim ciałem. Napełniając je miłością, spokojem, wdzięcznością ono według Twoich poleceń formuuję się i dostosowuje do Twoich przekonań. Jesteś dokłądnie tym, czym myślisz, że jesteś. 
Nie ma możliwości krzywdzić siebie, poprzez np. złą dietę, samopotempiające myśli, wyrzuty sumienia, obżarstwem w momencie gdy szanujesz i kochasz siebie, bo nie uczynisz tych wszystkich okopieństw ukochanej istocie. To przecież takie logiczne. To wtedy wypływa z Ciebie naturalnie.
Ludzie trudzą się w zwalczaniu swoich złych nawyków, złych przyzwyczajeń ale nie od siły woli to zależy, ale od tego, co sam do siebie czujesz.

         Twoje ciało może stać się Twoją pasją, możesz je kształtować jak tylko zapragniesz, dbać o nie w naturalny sposób, naturalnymi kosmetykami, dobrymi odżywczymi produktami. To jest takie proste :) To jest tak cudownie proste, gdy nie ogranicza nas lęk, gniew, walka, nienawiść.
Jesteś czysty, czysćiutki, w każdej chwili możesz się zresetować i zacząć od nowa, patrzyć  na siebie jak na przepiękne dzieło Boga, Twój Dom. Tylko od Ciebie zależy jak będzie wyglądało i jak Tobie będzie się w nim mieszkało. Potraktu to jako pasję, jako coś co sam tworzysz, bo wszystkie narzędzie jakie do tego potrzebujesz już masz- w swoich emocjach i uczuciach.

  

Z miłością,
Angela :)

wtorek, 21 maja 2013

Deklaracja wolności

Natknęłam się w sieci na piękną deklarację, jako że jest to blog traktujący  o wolności nie może jej tutaj zabraknąć.

DEKLARACJA WOLNOŚCI
My, Wolni Ludzie tej Ziemi
Ogłaszamy Koniec Epoki Niewoli.
Jesteśmy wolni, Jesteśmy samostanowiący,
Jesteśmy samoodpowiedzialni.
Bierzemy odpowiedzialność za Swoje Życie,
za Życie wszystkich Mieszkańców Ziemi i za naszą Planetę.
Ustanawiamy Pokój na Ziemi.
Uwalniamy Planetę od wojen i wszelkiej przemocy.
Ogłaszamy Zwycięstwo Ducha nad Materią.
Deklarujemy wolę Współpracy z Naszymi Braćmi i Siostrami z Kosmosu,
oraz wolę bycia członkiem Galaktycznej Federacji.
Zapraszamy Wszystkich Ludzi
do tworzenia Nowych Struktur politycznych i gospodarczych,
opartych na wzajemnym szacunku, miłości i prawdzie.
To My zmieniamy Nasz Świat,
Dla Dobra Nas Wszystkich i Ziemi.

Rada Wolnych Ludzi
Planety Ziemia

/deklaracja jest ważna z Twoim podpisem fizycznym lub wyrażeniem woli: TAK CHCĘ, ZGADZAM SIĘ, WYRAŻAM ZGODĘ/ deklarację zachowaj dla Siebie, jako dokument wyrażenia Twojej Wolnej Woli na realizację nowych paradygmatów na Ziemi/

      Moją decyzją jest wprowadzanie wyżej tu zamieszczonej klauzury w życie, krok po kroku. Wyrażam zgodę i daje jej możliwość zaistnienia w moim umyśle.
Wystarczy Twoja wola i wewnętrzna zgoda, aby dołączyć do Rady Wolnych Ludzi, którzy pragną dla Planety Najwyższego Odrodzenia. Sama Intencja i zgoda ma już ogromną moc. Im więcej ludzi stworzy w sobie przestrzeń w umyśle na zaistnienie tych prawd, tym szybciej zmanifestuje się na planie fizycznym i cała wolność jaka została nam dana od urodzenia, spowrotem do nas wróci.
    Kreacja ludzka, Twoja kreacja jest tak potężna! I to od CIebie zależy, jak nią pokierujesz i co zaczniesz stwarzać i w jakim świecie będziesz żyć. Jesteś aż tak cudownie wolny :)
Pamiętaj zmiany rozpoczynają się od jednostek, zmiany rozpoczynają się od Ciebie. Wszystko zaczyna się od myśli.

niedziela, 19 maja 2013

Obsesja jedzenia

           Jedzenie jest nieodłącznym elementem życia każdego człowieka- to oczywiste, towarzyszy nam przy celebracji istotnych uroczystości, jako zespolenie rodzinne. Przy jedzeniu spędzamy czas z przyjaciółmi i wynagradzamy siebie jakimś ulubionym przysmakiem. Jego pierwotna rola sprowadza się do dostarczenia nam niezbędnej do życia energii, odżywienie naszego ciała, dostarczenie mu niezbędnych substancji odżywczych i budulcowych.

Dlaczego dla niektórych jedzenie zamienia się w horror, który kontroluje ich zachowanie i nie pozwala racjonalnie myśleć?

Ludzie otyli  uchodzą za ludzi słabych, którym brak silnej woli i konsekwencji. Nie wiedząc jednak, że to właśnie silna wola, odmawianie sobie- doprowadziła ich do obsesji na tle jedzenia.
Największą obsesje na tle jezenia dostają ludzie na dietach, przeważnie 90% ich myśli w ciągu dnia dotyczy jedzenia- jak się kłądą spać już rozmyślają, co zjedzą na śniadanie, walczą by nie zjeść przypadkiem więcej niż sobie zaplanowali na kolacje itd.
To jest choroba Twojego umysłu!


Uczucie ograniczenia w jakiejś kwestii sprawia, że dostajemy obsesji w tym kierunku. Przeważnie po jakimś czasie dany osobnik rzuca się na jedzenie i je bez umiaru. To naturalny mechanizm naszego umysłu i nie świadczy o braku siły czy determinacji, świadczy tylko o złym podejściu o tematu diet. Nie da się z tym wygrać, ponieważ kiedyś musi to jakoś wypłynąć, znaleźć ujście.
Wszystko zaczyna się od nieakceptacji siebie. Tworzymy w naszych umysłach ideał, który nie jest naszą rzeczywistością, dlatego stajemy się nieszczęśliwi chcąc go za wszelką cene uzyskać. Przez ten ideał- potępiasz siebie. CIągle wydajesz się sobie niedoskonały. Porównujesz się ze swoim ideałem- i cały czas czegoś w Tobie brakuje.

Jest to walka ze swoją ciemnością, ze swoim cieniem. To tak jakbyś chiał pozbyć się ciemności w pokoju, nim zapalisz świece. Przecież to niemożliwe, bo rozwiązaniem tutaj jest- świeca. Tak samo jest z Tobą, nie walcz ze swoją ciemnością, a ciemność jest niczym, ona nie istnieje, stworzył ją tylko Twój umysł- bezcielesną masę, nieobecność. Wszystkie Twoje działania służyły walce z- niczym. Masz problem ze swoją cielesnością, walczysz z tym żeby czegoś nie jeść- to jest tylko cień. 

Celebruj siebie, stań się radosnym płomieniem, a wszystko, to co złe zniknie, bo zapalisz świece w swoim sercu. Już teraz będziesz swoim ideałem, nie musisz na niego czekać, bo nic Ci nie brakuje! Istnienie, Wszechświat widzi Cię jako doskonałość, więc dlaczego Ty tego nie robisz? Twój cień jest niematerialny, ale Ty Istniejesz, jesteś prawdziwy, żywy, dlatego rzucasz cień. Ale jaką stratą czasu i energii jest gonienie włąsnego cienia- nigdy go przecież nie dogonisz, zawsze będzie o krok przed Tobą...
Ważne jest zatem na czym się koncentrujesz. Kiedy myślisz o tym, żeby czegoś nie jeść, odmawiasz sobie coś z trudnością, cień- zawsze Cię prześcignie i tworzy w Tobie obsesję, on wtedy Cię zalewa, a Ty jesteś bezsilny, znowu przegrałeś znowu jesteś słaby... nie, nie jesteś słaby, dałeś tylko energię tam gdzie ona nie powinna płynąć. Zasiliłeś coś, co nie istnieje  i w żaden sposób nie możesz się pod tym podpisywać, czuć się z tego powodu przegranym, bo  to całkowicie śmieszne i bez sensu :)

Drugą przyczyną nadmiernej konsumpcji jest zniekształecnie naszego łaknienia przez korporacje produkujące żywność. Do produktów spożywczych dodawane są specjalne substancje podnoszące apetyt, aby spożycie danego produkty było znacznie większe. Oczywiste- my jemy więcej, a oni więcej zarabiają. Dawet zwyczajna używana w wielu domach Vegeta, tzw. warzywko, zawiera glutaminian sodu, który wzmacnia apetyt i uzależnia. Cukier napędza łaknienie, podwyższając poziom insuliny we krwi. Zauważ- zjesz znacznie mniej naturalnych produktów, roślinnych, niż przetworzonych, dosolonych i docukrzonych.
Szybciej odczytasz znaki wysyłane przez najedzone ciało i odstawisz, gdy poczujesz sytość, ponieważ nie ma sztucznego napędzacza. No chyba, że sam z włąsnej woli posypiesz kalafior wegetą lub cukrem (wtedy organizm wysyła zmutowane sygnały, które mówią: zjedz więcej).  Nie bez znaczenia jest decyzja, jaką podejmujesz każdego dnia w wyobrze "Twojego paliwa"...


piątek, 17 maja 2013

Wprowadzanie zmian w życie

WItam Was Wibracyjnie :)

Dziś porozmawiamy o Wibracjach Naturalnej Drogi.



O jakim życiu mówię mając na myśli Naturalną Drogę?
Naturalna oznacza, że jest w harmonii z Naturą, z Matką Ziemią- jak nie trudno się domyślić. Naturalne pożywienie z ziemi, cieszenie się prostymi przyjemnościami, uziemianie się, radowanie przyrodą i spokojnym czasem, robienie tylo tego, co sprzyja naszemu ciału i jego zdrowiu.
Ale oznacza też to, że "wszystko to" przychodzi w naturalny sposób, nie musimy się spinać, by zmienić dietę, by ruszyć tyłek i iść na spacer do lasu, by pomedytować chwilę. Ponieważ potrafimy wprowadzić się w taki stan wibracji, kiedy to wszystko pojawia się samoistnie, z naszej chęci, bez wysiłku.

Cały sęk polega na tym, by pielęgnować Nasze Wibracje.
Uczucie radości, wdzięczności, uznania. Oglądać, słuchać, czytać, to co wprawia nas w dobry nastrój, unikać ludzi i zdarzeń, którzy sprawiają Ci smutek, czy prowokują kłótnię. Patrzyć na siebie z miłością i wyrozumiałością. Słuchać tego, co mówi Twoje ciało.

Wtedy naturalnie następują zmiany: aby utrzymać się w dobrym nastroju- zaczniesz medytować (co możliwe, że kiedyś nie mogłeś się za to zabrać),
odstawisz niezdrowe, tłuste i ciężkostrawne potrawy, na rzecz lekkostrawnych i pożywnych dań,
poczujesz naturalną potrzebę na picie dużo, czystej wody - zamiast słodzonych i gazowanych napojów, czy alkoholu, włączysz do swojego dnia jakąś aktywność fizyczną...

Jeśli zmieniamy się wewnętrznie, zmiany są naturalnym procesem. Nie musisz walczyć i spinać się, by coś osiągnąć. Wejdź na Naturalną Drogę i rozpocznij pracę nad swoją dobrą i harmoniją aurą. To jedyne, co musisz zrobić...

poniedziałek, 13 maja 2013

Wyraźnej w ciemnościach

Każdy wie, że aura półmroku tworzy wyśmienity, niekiedy intymny nastrój.
Dzieję się tak, ponieważ gdy usypiamy i otumaniamy zmysł wzroku to wewnętrzne odczucia smakują głębiej. Świadomie czujemy dotyk, smak, dźwięki, z pozoru normalne i codzienne wrażenia nabierają ostrzejszych konturów i żywszego wyrazu. Nienadarmo się mówi, że niewidomy ma bardziej robudowane inne zmysły, że "dostrzega" coś, co nam umyka.
Znamy klimatyczne restauracje, w których jedliśmy przepyszne jedzenie, przeważnie towarzyszy im półmrok, jakaś przyjemna aura zapalonych świec i kojąca muzyka w tle.
Jedzenie może nie jest tak rewelacyjne jak pamiętasz, i gdybyś jadł je "w normalnej atmosferze" nie zwróciłbyś nawet specjalnie na nie uwagi.
Czy to oznacza, że nasze oczy ograniczają nas od głębszego postrzegania rzeczywistości?
Z tym pytaniem pozostawiam was już samych, a tymczasem zachęcam do częstszego "odcinania się" od wzroku, sami dostrzeżecie różnicę. Może dziś zjedz kolację w świetle świec, poprzytulaj się z ukochaną osobą, doświadczaj, doświadczaj i zgaś w końcu to cholerne światło :)

niedziela, 12 maja 2013

Rytm serca

W ciszy tak głębokiej, w ciszy tak czystej zaklęta jest mowa całego stworzenia. Gdy zamknę oczy, moje myśli zwolnią biegu i zatrzymają się na powolnym i miarowym oddechu słyszę ciszę mojego wnętrza. To najpiękniejsze, co kiedykolwiek słyszałam. Jest tak niewinne i radosne, niczym małe dziecko cieszące się życiem. Trwające tylko w chwili obecnej.
Moje wnętrze jest tak piękne, tak harmonije. Moje serce drgnęło…
Świat jest tak absurdalny w swoich niuansach, tak abstrakcyjnie niepoważny w swoich przekonaniach. Wszystko jest ciszą- przerwą pomiędzy jedną myślą, a drugą,  między jednym słowem, a drugim. Cała moc zawarta jest w tej króciutkiej i niezauważanej pauzy, gdzie przez moment wszystko ustaje, jakby zniknął czas, jakby znikła przestrzeń. Powstaje bezruch w nicości. To już nawet nie doświadczanie, a bycie- bycie w prostocie samego bycia. Bycie w jedności ze wszystkim co było, jest i będzie. Najpiękniejsze chwile to, te proste, w których Twoje serce przepełnia miłość. Jedynie proste serce śpiewa w Harmonii z Bogiem, sprawia, że czujesz się pełny i na nic już nie czekasz, do niczego nie dążysz… po prostu jesteś.

piątek, 10 maja 2013

Dlaczego jedni tyją, a inni jedzą, co chcą?

Witaj :)
Podsumowując ostatni post stwierdzamy, że...
1. Istnieje coś takiego jak wibracja naszego marzenia, płynąć z nią (z prądem) nasze marzenie się spełnia, kiedy zaprzeczamy i usilnie płyniemy pod prąd nasze marzenie wydaje nam się pełne wysiłku i komplikacji, dalekie od realizacji, a jak już udaje się nam osiągnąć cel, to ciężko go utrzymać.

Jak płyniemy z prądem...
-Czujemy się cudownie tacy jacy jesteśmy
-Dokonujemy wyborów z postawy osoby szczupłej
-Widzimy świat oczami osoby szczupłej
-Ćwiczymy z pełną przyjemnością
-Jemy włąnczjąc wszystki kubki smakowe, rozkoszując się daniem
-Nie robimy tego, w co wierzymy, że przyczyni się do naszej otyłości
-Uruchamiamy wewnętrzny proces szczupłości- i ufamy mu, wierząc że każdego dnia stajemy się szczuplejsze, nie wyczekujemy na siłe efektów, oglądając się w lustrze, ważąc i mierząc- bo już jesteś idealna i wszystko dzieje się zgodnie z Twoją wibracją (wiarą).

2. Nasze samopoczucie ma wpływ na nasze ciało.

I od tego punktu możemy rozpocząć temat niezdrowych przekąsek.
Dlaczego niektórzy jedzą WSZYSTKO i wyglądają świetnie? Dlaczego Ty akurat tyjesz od jednego frywolnego dnia, w którym sobie dogadzałaś.

Walczysz ze sobą, by nie zjeść ulubionych lodów, które stoją u Ciebie w zamrażalce.
Dzisiejszy dzień był wyjątkowo nieprzyjemny, niedoż że byłaś na zakupach i we wszystkim wyglądałaś jak foka, to jeszcze Twoje stare dżinsy robią się coraz ciaśniejsze. Masz ochotę poprawić sobie humor. Jednak wiesz, że lody nie są odpowiednim rozwiązaniem, tym bardziej że znowu usiłujesz być na diecie.
Wewnętrzna szamotanina i tak kończy się fiaskiem i londujesz przed telewizorem z kupełkiem ulubionych, śmietankowych lodów.

Prawda jest taka, że nie ma różnicy czy te lody zjesz czy nie. To był Twój wybór, czy zdecydowałaś się na ich konsumpcję. Efekt jaki daje przybranie na wadze jest emocja jaka towarzyszy Ci jedzeniu.
Masz do wyboru:
-Nie zjeść to na co masz ochotę - czuć się wygrana z pokusą Z prądem (jesteś szczupłą osobą nie jedzącą lodów)
-Czujesz się zniechęcona swoim wyglądem i ze zniechęceniem i silną wolą odmawiasz sobie lodów Pod prąd (jesteś osobą otyłą, niekonsumującą lodów)
-Zjeść loda - i mieć poczucie klęski i całkowitego poczucia winy Pod prąd (jesteś otyłą osobą jedzącą lody)
-Zjeść z przyjemnością, dając sobie to co lubisz z całkowitą wolnością Z prądem (jesteś szczupła osobą zajadającą się lodami)

WNIOSEK: Bycie szczupłą równa się poczuciu szczęścia!!!
Same lody w sobie Ciebie nie tuczą, gdy nie nadasz im emocjonalnego bagażu.

Cały sekret polega na tym, by znaleźć klucz do pozytywnych myśli i odczuć, płynących z prądem.
Wszystko stanie się zdecydowanie łatwiejsze, a Twój wybór koncupcji lodów będzie zgodny z Twoim marzeniem. Nie szukaj od razu wyników na planie fizycznym, ale szukaj wewnętrznej spujności, w swoich emocjach, nastroju i postawie.

A tutaj filmik, dieta wg Abrahama, a raczej naturalne gubienie kilogramów jako idealne podsumowanie obu artykułów :)

środa, 8 maja 2013

Prawdziwy sekret diet

Czy należysz do osób wiecznie odchudzających się? Ciągła walka z kilogramami męczy Cię i frustruje, a gdy tylko zaczynasz normalnie jesć odzyskujesz wszystko, co z takim trudem wypracowałaś?
Jeżeli tak, to ten artykuł jest dla Ciebie, dowiedz się w końcu co źle robisz i gdzie leży klucz do Twojej szczupłej sylwetki i szczęśliwej Ciebie.

Jeżeli szukasz kolejnych super ekstra porad dietetycznych i sprawdzonych treningów, wyciskających siódme poty, to muszę Cię rozczarować, w tych tematach rozwiązania szukać nie będziemy. Sama osobiście nie mam nic przed koncepcją zdrowego odżywiania i ruchu dla zdrowia, ale tylko w przypadku gdy daje nam to radość, a nie przymus "dietetycznej udręki".


Jak to wygląda?
Wprowadzasz nową super dietę, po której widzisz efekty, dlatego kontynuujesz, ćwiczysz intensywnie i wszystko jest super. W końcu uzyskujesz swoje idealne kształty. Jednak jakby na to nie spojrzeć, patrzysz na to wszystko co zrobiłaś i z przerażeniem myślisz, że żeby utrzymać obecny stan jeszcze więcej wyskiłku przed Tobą... no tak całkowita zmiana stylu życia, jednak coś w Tobie pęka, bo ile czasu tak można, dostajesz obsesję co możesz zjęść, a co nie. Zdrowe nawyki zamieniają się w paranoiczny strach przed jedzeniem, po jakimś czasie przegrywasz tą "całą walkę" i rzucasz się niczym ciasteczkowy potwór na wszystko co tłuste, słodkie, słone i CAŁKOWICIE NIEDOZOLONE już w Twoim życiu. Z zazdrością patrzysz na koleżanki, które pochłaniają 3 razy więcej pyszności niż Ty i nawet nie myślą o boczkach, udach czy tłustych tyłkach. Stwierdzasz, że jesteś skazana na to ciało, w którym czujesz się fatalnie i nieatrakcyjnie. Jesteś sfrustorowana, że znowu musisz zacząć wszystko od nowa, szukasz jakiś motywacji na stronach, czy blogach oglądasz zdjęcia szczupłych dziewczyn, które odkryły: cudowną i jedyną metodę. Też tak chcesz, wszystko co zaczynasz jeść, (zawsze wydaje Ci się, że w zbyt dużych ilościach) wywołuje w Tobie poczucie winy i klęski, a przez to potrafisz zjeść jeszcze więcej niż autentycznie potrzebujesz. Objeść się aż do pożygania, byle jakoś stłamsić te emocje, a poza tym i tak przecież już wyglądasz jak wieloryb....

Czy skądś to znacz?
To istny koszmar. ISTNY! Odbiera radość z życia i chęć do czekogolwiek. Bo jak można być szczęśliwym w ciele, które nam się nie podoba, nad którym nie możemy zapanować?
Wszyscy wiemy, że to niemożliwe. Możemy się afirmować, motywować do działania, zmuszać do wysiłku, ale to i tak nie działa, bo wszystko kończy się tak samo.
Wiesz dlaczego?
Bo płyniesz pod prąd.

Cały świat jest skonstruowany w bardzo prosty i perfekcyjny sposób. My jako istoty ludzkie na podstawie przeciwieństw na Ziemi widzimy to czego pragniemy, np. doświadczając braku pieniędzy, wiemy wtedy że tych pieniędzy potrzebujemy. Kształtujemy wtedy pragnienie. Nasza Wewnętrzna Istota wie dokładnie, czego potrzebuje do szczęścia. To jest wszystko, to czego pragniesz... szczupła sylewetka, druga połówka, dużo pieniędzy... wszystkie te pragnienia powstają w nas, a my zauważamy je, jako poczucie braku, jako coś czego nie mamy i co musimy dopiero zdobyć i wywalczyć.
Wlaka o szczęście jest całkowitym absurdem! Jak możesz walczyć o coś, co jest Ci dane już od początku Twoich narodzin? Czy myślisz, że Bóg stworzył Ciebie na swoje podobieństwo, po to byś ciągle zmagała się ze zbędnymi kilogramami? Nie, on stworzył Ciebie, żebyś była całkowicie szczęśliwa i żebyś mogła czerpać życie pełnymi garściami, jeść i pić, to na co masz ochotę i czerpać z tego całe pokłady przyjemności!



Czasami to trudno zaakceptować, bo sama wiesz z własnego doświadczenia, że działanie, przynosi rezultaty. Sama pamiętasz, jak kiedyś udało Ci się zgubić zbędne kilogramy przez dietę i aktywność fizyczną.
I oczywiście to 100% prawdy. Jednak jeżeli robisz z tego przymus, coś do czego zmusza Cię Twoja obecna sytuacja, te działania nigdy, ale to przenigdy nie przyniosą upragnionych efektów na stałe, ponieważ samo działanie nie ma wystarczającej mocy.

Zatem zastanawiasz się, co mam zrobić, do czego zmierzam i o co mi właściwie chodzi :)
Zrobić- robić to Ty tak na prawdę nie musisz robić nic.
Wow, brzmi abstrakcyjnie, ale i atrakcyjnie :)

Cały sekret jest w Twoich emocjach. Tylko i wyłącznie one warunkują jak wygląda obecnie Twoje ciało.
Wszystko sprowadza się do dysharmoni tego jak chcesz aby Twoje ciało wyglądało, a jak wygląda. Masz w wyobraźni swój wymarzony ideał, i to kim jesteś teraz, unieszczęśliwia Cię. Każde działanie jakie podejmiesz z tej pozycji strasznie CIę wymęczy i przyniesie mierne rezultaty jak nie żadne.

Przestaw swój umysł na myślenie o sobie w kategoriach szczupłości, wprowadź swój ideał w teraźniejszość i odwróć uwagę od wszystkich negatywności jakie niesie za sobą nadwaga.
Nie możliwe jest, by stworzyć nową rzeczywistość spoglądając wciąż na starą.





Zestrój się ze swoim pragnieniem i przede wszystkim nie czuj na siebie złości, niechęci do swojego ciała. Pokochaj siebie całkowicie, tak jakbyś była już swoim ideałem, najpiękniejszą wersją siebie. Płyń z prądem swojego pragnienia, realizuj je każdego dnia, żyj nim, tak jakby było już faktem.
Pamiętaj, szczęście jest Ci dane od urodzenia, sama je sobie odebrałaś i zmusiłaś się do czegoś, co nie daje Ci przyjemności.


Kiedy zaczniesz płynąć z prądem wszstkie działania na planie fizycznym zaczną przychodzić samoistnie i z radością. Jakaś aktywna fizyczność, zdrowsze posiłki, nowe przepisy na zdrowe dania, dostęp do dietetyczniejszych posiłków, ogarnie Cię fala entuzjazmu, że jesz tak zdrowo i będziesz to robić z ogromną przyjemnością, ktoś zaprosi Cię nagle na rower, może sama zechcesz włączyć jakiś przyjemny dla Ciebie sport do Twojego harmonogramu dnia. Będziesz cała w skowronkach, a gdy przyjdą efekty, już nic Cię nie powstrzyma i polecisz jak burza z tymi kilogramami.

Dzisiaj nie możesz zmienić swojej wagi, ale możesz zmienić swój nastrój i wybrać czy idziesz pod prąd- tyjąc bardziej, albo stresując się dietą i ćwiczeniami, czy z prądem-czując się szczęśliwa w każdej chwili, sama decydując czy chcesz coś zjeść, czy chcesz poćwiczyć bądź nie.
Nie mówie tutaj, żeby usiąść przed tv i sie objadać czipsami, chcę abyś robiła w to, co wierzysz. To Ty masz wybór za każdym razem, Twoje ciało Tobą nie kieruje, nie musisz zjeść 5 litrów lodu w ataku głodu. Jak to mówią, dieta działa- bo wierzysz, że działa. Dlatego nie ma optymalnej diety odchudzającej dla wszystkich, jakby tak było ludzie zastosowali by ją raz i mieli by spokój na reszte życia.
No właście, a co z...

Zachcianki na niedozwolone.
Dlaczego tyjemy od niektórych rzeczy, a inne możemy wcinać spokojnie?
Znam kobiety, co tyją nawet od wody :) Dlaczego tak się dzieje, że niektózy jedzą to, co chcą i ile chcą i nie myślą o kaloriach?

Ten temat przerobimy w następnym artykule :)

*Przepraszam ewentualnych mężczyzn, że pisałam typowo w żeńskiej osobie, oczywiście artykuł tyczy się zarówno kobiet, jak i mężczyzn.



Pamiętajcie Kochani, nic nie musicie, a możecie wszystko :) I płyńmy z prądem- razem :)
Pozdrawiam :)