poniedziałek, 23 września 2013

Cierpienie

Siedziałam sobie pogrążona w smutku, łzy kapały mi po policzkach, a ból wypełniał całą moją istotę. Zupełnie bez jakiejś tragedi, bez jakiegoś powodu, czy dramatu. Czysty ból, z pwodu tego chyba, że istnieje. Znacie to? Beznadziejność swojej osoby, łzawe użalanie się nad swoim nędznym żywotem.
Depresyjność jest dla mnie zawsze kusząca, z łatwością jej ulegam, a potem trzymam ją i wyleczyć nie umiem. Nie umiem, czy nie chcę? No właśnie. Użalanie się, czyli nasza bolesna część to jedna z metod karmienia ega. Dziś usiadłam i zadałam sobie pytanie: Kto cierpi?
Czy to cierpie ja? Skoro ja cierpie, to kto obserwuje to cierpienie, kto je widzi i kto pyta?
To zadane pytanie w tym odpowiednim momencie, odebrało w ułamku sekundy cały ból, a do mnie doszło zrozumienie, że skoro ja obserwuje cierpiącego, to nim nie jestem, nie muszę być. Niesamowite, bo walczyłam z tym, biłam to, waliłam, tłumaczyłam, pocieszałam, a to jedno pytanie spowodowało uśmiech na mojej twarzy.
Nie jestem swoim cierpieniem :)
Niby oczywiste, ale gdy siedzimy po pachy w dramacie, ciężko nam co kolwiek wytłumaczyć. Wtedy trzeba poczuć. Zamknęłam oczy, poczułam całe swoje ciało, swój ból i zadałam to pytanie. Moment oddzielenia przyszedł gwałtownie i niespodziewanie. Dziękuję za to :) Dziękuję, że jestem czymś więcej i potrafię to dostrzec :)

poniedziałek, 16 września 2013

Momenty świadomego obserwatora

Pisarstwo kluczem do świadomej obecności
Zawsze lubiłam wyrażać się poprzez słowo pisane. Czasem wychodziło mi to lepiej, czasem gorzej. Miałam chwile całkowitego bezdechu pisarskiego, gdzie nie umiałam napisać cokolwiek, co miałoby sens. Pisanie przychodziło do mnie i odchodziło, jednak nigdy tak naprawdę mnie nie zostawiło. Choć pisałam z wszystkimi możliwymi błędami, bez formy literackiej, bez czytania książek traktujących o poprawnej polszczyźnie to pisałam bo sprawiało mi to przyjemność. Tworzyć coś, niczym artysta wkładający siebie w swoje dzieło. Pisanie to odkrywanie siebie, bo to czysta obserwacja siebie samego, spontaniczność reakcji i nazywanie nienanazywalnego. Zdaję sobie sprawę, że słowo jest ograniczoną formą przedstawianie świata niewidzialnego, są takie stany, uczucia, gdzie ubranie go w słowa tępi jego prawdziwość. Choć słowa potrafią poruszać, wzruszać, wkurzać. Słowa są przekaźnikiem, przez który pisarz wyraża samego siebie, dając siebie innym.
Pojąć wenę pisarską, to połączyć się ze swoją podświadomością, to połączyć się ze swoją istotą, która jest połączona czystym strumieniem z samym źródłem, w którym nie ma limitu tworzenia. Pisanie może być piękną podróżą, do odrzucenia ego, po to by połączyć się ze swoim wspaniałym ja, odrzucić krytycyzm, osąd i racjonalizacje umysłu i tworzyć piękno z samego jestestwa, Nie ma piękniejszego uczucia, gdy wejdziesz w odpowiedni rezonans, a słowa, historie, sytuacje tworzą się w sposób samoistny, jakbym była tylko pośrednikiem. Jest to jedno z najpiękniejszych uczuć jakich doświadczyłam. Tylko czytając takie swoje teksty sama nie wierzę, że to ja je napisałam. Dzieje się tak ponieważ wyłącza się umysł świadomy. Jego słowa nigdy nie są dość dobre, jego fabuła zawsze jest bez polotu, jego myśli są przemyślane i dokładnie przeanalizowane, dlatego są...sztuczne.
Zetknęłam się już ze sztucznością własnych tekstów, brak im emocji, brak duszy. Są zwyczajnie pisane na pokaz, nie odkrywają przede mną niczego nowego. To tak jakbym chciała zjeść plastikowe ciastko i wmawiała sobie, że jest słodkie.
Pisanie może ponieść mnie tam, gdzie bez słów nie potrafię dotrzeć, może poprowadzić mnie tam, gdzie już te słowa nie będą mi potrzebne....? Mogą też zaprowadzić mnie w ciemne otchłanie mojego zakompleksionego umysłu, któremu dając się ponieść utracę połączenie z moim źródłem artysty. Tak naprawdę już jestem artystą, a jedyną przeszkodą by to wyrażać jest mój kleisty umysł, zrodzony z czystej negatywności, i dla negatywności istniejący. Niestety jednak mimo swego oddźwięku zbyt często przeze mnie słuchany, oszukujący mnie, że jego myśl jest moją własną. Idąc z nim wpadam tylko w sztuczność i nieistniejący strach. Jedyne potwory z jakim przychodzi nam się zmierzyć, są tylko kreacją umysłów. Nie mających nic wspólnego z rzeczywistością. Rzeczywistość jest prosta, ona po prostu jest i w każdej minucie, nawet teraz mogę być artystą, jestem artystką, jestem pisarką, twórczynią pełną pasji, o nieograniczonym potencjale.
Pisarstwo jest kluczem do świadomej obecności, bo tylko poprzez obecność mogę obserwować, tylko poprzez dokładną obserwację jestem w stanie oddać szczerze w słowach życie, fikcję i wyobraźnię. Cały mój wewnętrzny warsztat tworzy się poprzez nieoceniającą, bezosobową obserwację.
 Czy i Ty znalazłeś swoją drogę do obserwacji?

czwartek, 5 września 2013

Pragnienia kobiecego serca

                Nie ulega wątpliwości, że wszystko w czym jestem teraz miało mi się przydarzyć. Kiedyś myślałam, że nie potrzebuje nic więcej do szczęścia- jak bycia z kimś, bycia kochaną. I owszem daje to ogromną wartość mojemu życiu, jednak doświadczyłam na włąsnej skóze, że nie daje spełnienia. Wiedziałąm o tym, jednak inaczej jest uczyć się na własnych doświadczeniach, niż z kart mądrych książek. Moje wszystkie przemyślenia, dążenia I poszukiwania można zamknąć w jednym- zaproszenie szczęśćia na stałe do swojego życia. Nic tak naprawdę poza tym mnie nie interesuje. I może to dobrze, nawet bardzo dobrze, bo za każdym razem dowiaduje się czegoś nowego o rzeczywistości, o sobie. Taką drogą przecież szedł Budda I inni oświeceni mistrzowie- szukanie szczęścia. Obalanie mitów materialnych uciech, fizycznych przyjemności. Nic nie jest bowiem stałe, na końcu zawsze czeka śmierć.
Jakże wiele rzeczy wiem, jednak ich nie rozumiem. Zrozumienie pojawia się w momecie doświaczania I zaobserwowania. Co z tego, że wiedziałam, że miłość nie daje spełnienia- chciałam jej doświadczyć, co z tego że wiedziałąm, że pieniądze- to złuda szczęścia- chciałam ich doświadczyć. Tak samo jest wiele rzeczy, których chce teraz.
Taka pustka tkwi w tym osiąganiu na planie fizycznym. Pustka, która nic nie daje, ale jednak chcemy, by to co z zewnątrz sprzyjało temu co wewnątrz. Nie daje to szczęści na stałe, bo nic co zewnętrzne nie ma takiego prawa, takiej mocy ale jednak nasze ludzkie ega odczuwają braki.
Mówią, że to dobrze jak człowiek nigdy nie osiądzie na laurach, że jesteśmy ludźmi celu, lubimy osiągać. Owszem. Tacy ludzie w społeczeństwie uznawani są za ludzi sukcesu. Ludzie sławni, bogaci, piękni ciałem ale ja nie szukam tego typu doświadczeń, są bowiem marne, niesatysfakcjonują mnie. Może moja dusza była na tej planecie wcześniej I doświadczała tego wszystkiego, że zawsze patrze na wszystko szukając drugiego dna, jakiejś lekcji. Choć czasem zdarza mi się narzekac na moją obecną rzeczywistość- chyba jak każdemu, wiem że jestem w niej, bo miałam tu być. I tak na prawdę nikt poza mną nie jest w stanie tego zrozumieć. Co z tego, że ludzie zawsze mają tysiąc rad I spostrzeżeń, tysiąc opcji dla mnie, jak oni nigdy nie będą w mojej skórze, nie zobaczą tego co ja widzę, nie usłyszą tego, co ja słyszę. Nie zrozumieją mojego smutku, lęku, czy radości.
Niszczy to całą teorię o romantyźmie, jaką zasiewa się do serc młodych dziewcząt, zasypując nas romansidłami, ze wszystkich stron. Nie powiem sama uwielbiam piękne romantyczne historie, bollywoody, czy nawet lekkie książeczki typu I żyli długo I szczęśliwie. Jednak rzeczywistość jest brutalna- nie ma takiej osoby, która by uczyniła Cię szczęśliwą, przeważnie wszystkie nasze traumy, lęki I bolączki wylewamy w związkach, oczekując że partner ukoi nasze wszystkie cierpienia. Co na początku, wydaje się nawet fajne, “o tak, pomogę ci, uleczę cię”, jednak nie daje to stałej ulgi, a po czasie wręcz odpycha od nas ukochanego.
I myśle nawet bardziej o kobietach, bo to kobiece serca od wieków pragną romansu, pragniemy być pięknymi, kochanymi I wielbionymi. Często czekamy na tego księcia- jak na zbawienie, a potem w rozgoryczeniu pierzemy mu skarpetki, robimy obiady, zmywamy gary. Czujemy się oszukane. Nie jesteśmy już tymi pięknymi, kwitnącymi seksbombami, poza którymi nasi faceci świata nie widzieli. Jeteśmy złośliwe, marudne, konfliktowe, a wszystko to dlatego, że nasze nadzieje zostały zawiedzione. I w gruncie rzeczy to nie wina mężczyzn. Oni sami są w tym pogubieni, bo my jesteśmy już inne... to nie ta sama, promienna kobieta w jakiej się zakochałem... 

 
Dlatego moją misją jest porzucać pragnienia tego typu, pragnienia naszej ego strony. Czasem są one tak silne I tak bolesne, że trzeba dawać sobie czasu I zrozumienia, więcej hojności (jak w poście niżej :)).
Czy to znaczy, że mamy przestać szukać miłości? Nie, wręcz przeciwnie. Trzeba doświadczać, trzeba czuć I na własnej skórze się przekonać. Oznacza to jedynie tyle, że wcale nie musimy czuć sę rozgoryczone I niespełnione, bo szczęście istnieje, nie możemy tylko obarczać odpowiedzialnością innego człowieka za nasze własne, a dalej zawzięcie podąrzać drogą do odkrycia go. Związki przeważnie funkcjonują w trybie sinusoidy- raz jest cudnie, a raz okropnie. Raz czujemy się jak w niebie, żeby zaraz trzaskać drzwiami I rzucać walizkami gotowe skończyć to raz na zawsze. Stabilizacje można uzyskać tylko wtedy, gdy świadomi nie będziemy uzależniać się od partnera, od tego czy da nam szczęście, czy gniew. Same zadecydujemy o sobie, I nie poprzestaniemy poszukiwań naszego szczęścia. Wtedy nasz partner nie będzie nam zawadzał, a stanie się towarzyszem w drodze. No chyba, że jesteśmy w związku z zazdrosnym maniakiem, tyranem, czy gościem, który chce mieć nas całkowicie pod kontrolą. Wtedy takie związki się rozpadną, bo były budowane na niezdrowych fundamentach. Ale nie ma czego żałować. Życie udowania, że podjęcie takich decyzji doprowadza nas do takich sytuacji I do takich ludzi, że wręcz dziękujemy sobie, że odeszliśmy.
Szukajcie szcześcia, to najciekawsza I najpiękniejsza podróż, wynagradzająca wszystko, co złe. Sprawia, że na wszystko patrzymy bardziej z dystansu. Wszystko bowiem, co robiliśmy, doświadczaliśmy zdarzało się żeby je znaleźć.

środa, 4 września 2013

Więcej hojności by być szczęśliwym

Ostatnio uderzył mnie pewien fakt. Ustawiłam sobie w głowie pewien schemat bycia szczęśliwą i gdy tylko przestaje spełniać "moje warunki", mój stopień szczęśliwości drastycznie spada.
Jest tak np. z moja fgurą- gdy tylko przybieram na wadze czuję jakbym nie zasługiwała na bycie szczęśliwą. Stworzył się we mnie schemat, szczupłość równa się szczęście.
Jakie to ograniczające i ubogie.
Sama odbieram sobie szczęście, bo w jakimś chorym przekonaniu nie spełniam jego kryteriów.
W ilu sytuacjach jest tak ,żę tylko i wyłącznie sami pozbawiamy się uśmiechu na twarzy, bo nie potrafimy sporstać "swojej wersji ideału".
Mogą być inne przykłady. Czuję się szczęśliwy... gdy jestem przy kasie, gdy jestem w związku, gdy wszyscy mnie lubią, gdy ładnie wyglądam...
Szczęście to hojność z jaką je sobie ofiarowujemy, bo tylko my wyłącznie możemy je sobie ograniczać. Zakręcamy swój kurek szczęścia, zamiast pozwolić mu płynąć bez blokad, bez czekania na "idealny stan".
Zrozumiałam, że wcale nic nie muszę, by je czuć i nim żyć, by się uśmiechać i promienieć. To takie proste :)
Ideały nie istnieją. Jakby tylko idalni ludzie pozwalali sobie na szczęście to każdy, byłby smutny i nieszczęśliwy.

Zrozumiałam to i w moim świecie zagościła wolność. Wolność od natarczywych dążeń, starań, niespenionych pragnień, Iluzjonicznych gier, które miały doprowadzić do tego, co mam cały czas- BYCIA SZCZĘŚLIWYM.
Bądźcie dla siebie bardziej hojni i nie odbierajcie sobie tego co już macie :) To czyni cuda :)

POzdrawiam szczęśliwie.


wtorek, 3 września 2013

Bycie głupcem- daje szczęście :)

Kto chce być "głupcem"?
Haha, JA CHCE BYĆ!
A zaraz wyjaśniam dlaczego.
Wszyscy szukamy szczęścia, gonimy za nim, walczymy o nie. Całę nasze życie sprowadza się do jego poszukiwania. Pora skończyć z tym całym bezsensem, wystarczy bowiem być- głupcem.

Głupiec- osoba nieodpowiedzialna, niedojrzała, beztroska i infantylna, niemająca konkretnego celu w życiu, niebacząca na niebezpieczeństwa, popełniająca niuanse i mezalianse, nieracjonalna i niekonsekwentna.

Takie cechy raczej nie opisują poważnego, szanowanego obywatela, dobrego ojca, matki, solidnego pracownika i miłęgo sąsiada.

Ale te cechy są niesamowite, oby więcej głupców na tej planecie...

Jak się zachowuje głupiec?

Jest niedojrzały w swojej niewinności, ciekawy świata spogląda na wszystko oczami dziecka. "Wyrusza w podróż" bez przygotowania i bez celu. Liczy się dla niego tylko droga.
Przyszedeł na ten świat bez niczego o dlatego niczego nie potrzebuje, rzeczy materialne nie dają mu szczęścia. Jednak czerpie radość z każdego stawianego kroku, bo nie zastanawia się nad jego konsekwencjami, ani nad tym co będzie. Nie widzi niebezpieczeństw, dlatego może częściej niż inni wpakuje się w tarapaty ale przyjmuje swój los bez narzekań, doświadcza przez to więcej przygód, nawet porażki ciekawią go.
Żyje chwilą, kieruje się ciekawością, poznawania nowgo. Nie kieruje się racjonalnym i przewidującym wszystko, analitycznym umysłem. Jego jedynym drogowskazem są uczucia, za którymi wiernie podąża. Może on spaść ze skały na końcu swojej drogi, jednak całe szczęście i entuzjazm, którą emanowałpodczas swojej podróży, były tego warte. Dlatego nigdy niczego nie żałuje, bo robił tylko to, co dawało mu radość. Nigdy nie poniósł porażki. Głupiec w swej "głupocie" jest wygrany, jest bowiem wolny od swojego ego, od umysłu- jest szczęśliwy.
Do niczego się nie przywiązuje, bo zawsze jest coś nowego do poznania, więc nie widzi sensu trzymać się starego, dlatego jest głupcem, bo w żadnej nowej sytuacji nie wie jak sie zachować, nie przygotował się z góry, nigdy wcześniej jej nie doświadczył, może jedynie zachwycać się jej unikatowością.
Przyjmuje wszystko, co go spotyka- bez oczekiwań, bez lęku. Jest spontaniczny, aktywny i żywy. Docenia ulotne piękno świata- drzewa, kwiaty, nature, bo ona zawsze go zaskakuje czymś nowym. Nie obarcza się cywilizacyjnymi ciężarami- nie ma poczucia obowiązku, przymusu i odpowiedzialności, w jego świecie jest tylko- TERAZ. Tylko głupcy zaznają prawdziwj wolności, prawdziwej i nieskrępowanej radości z życia.


Codziennie, w każdym momencie masz możliwość uczynienia czegoś wspaniałęgo.

Bądź głupcem- zatracaj się w życiu, nie bacz na konsekwencje, niczego nie analizuj, czuj radość przepływającą przez ciało, a przede wszystkim nie bój się- bo nigdy nie przegrasz. Ten kto jest szczęśliwy- wygrywa zawsze.