piątek, 25 października 2013

Lęk jest niczym, a miłość wszystkim.

Wracają do mnie moje błędy z przeszłości.
Nie wracają jednak, by mnie gnębić :)
Mam uczucie, że przechodzą przede mnie, jak przez uzdrawiającą maszynkę.
Wszystko, co w sobie dusiłam. ztłamsiłam, zapchałam gdzieś w kąty podświadomości i nie chciałam do tego wracać. Nie chciałam sobie wybaczyć, uważając, że na to nie zasługuję.

Stanęłam w pozycji obserwatora, któy oczami pełnymi zrozumienia oddziela fałsz od prawdy.
Wybaczenie przychodzi tak łątwo, gdy pojmiemy, że to, za co się karzemy i nie potrafimy sobie wybaczyć i w sobie zaakceptować, to nie jesteśmy my w naszej istocie.
Była to bowiem wiara w lęk, któa przyniosłą wadliwe tworzenie do planu fizycznego.
To była chwila, w której wierzyłam, w coś co nie istnieje, dałam energię nicości i to przyniosło tylko ból, mi i moim bliskim. Wierzymy w nasze lęki, tak mocno ponieważ sami je tworzymy.
Mamy moc twórczą, na podobieństwo Naszego Stwórcy, dlatego wierzymy w nasze kreacje, tak samo jak On wierzy w nas- swoje dzieci, stworzone na Swoje podobieństwo. Z tą tylko różnicą, że Stwórca tworzy opierając się o Prawdę, a nie o Pustkę.

Jedynym uzdrowieniem to nie skupienie się na błędzie i próba go kontrolowania, bo to tworzy kolejny błąd. Nie da się boiem kontrolować coś w czego istnienie wierzymy. Nie ma tak na prawdę w nas nic do naprawiania i do tego stanu wiedzy dążymy, by to całkowicie poczuć.

Miłość, która przynosi wybaczenie i zrozumienie.
Miłość, która nie daje mocy wadliwym tworom i nie powołuje ich już więcej do życia.

Przeciwieństwem miłości jest lęk. Gdy pojawia się lęk oznacza to, że daliśmy wiarę nicości, że zaczeliśmy "tworzyć negatywnie". Istnienie w nas lęku zaprzecza istnieniu miłości, ponieważ są to dwa przeciwne stany,  z tą różnicą tylko, że lęk jest niczym, a miłość wszystkim.

Przyszło się mi zmierzyć z moimi negatywnymi tworami, tylko po to by raz na zawsze się od nich uwolnić i zrozumieć, że błąd nigdy nie istniał, a wiara w jego istnienie dawała mu siłę przetrwania. 

wtorek, 22 października 2013

Teraz.

Jestem w teraz, jestem tutaj i choć wydaje się, że tysiac jest "takich teraz", to dopiero, gdy to poczujesz- dokladnie zrozumiesz. Nigdy bowiem nic sie nie powtarza, każda chwila jest inna.
Tylko TERAZ usuwa mój strach, niepokój i lek.
Jestem taka spokojna.
Wszystko, co mnie otacza po prostu dzieje się, a ja staję sie na to wszystko przestrzenią. I pozwalam temu być, takie jakie jest.
Cieszę się sobą, cieszę się chwilą.
Wszystko czuje wyraźniej, jakbym przebudzila sie ze snu myśli, ze snu przeszłosci i przyszłosci, które i tak nigdy nie byly prawdziwe.
Mam wrazenie, jakby wszystko zwolnilo. Kazdy najmniejszy ruch, czy odgłos dociera do moich zmyslów z potrójną klarownością. Nic nie zostaje pominiete, bo w mojej ciszy jest miejsce na wszystko.


To chwila moich odczuć, która chce sie z wami podzielić.
Przepraszam za odstepy w pisaniu, z checią bym robila to częsciej ale jestem odlanczona na codzien z swiata internetu, jestem bowiem w pieknej angielskiej wiosce, rozkoszuje sie naturą i obserwacją.
A odpoczynek od internetu bardzo wskazany :) Polecam. 

środa, 9 października 2013

Od doświadczania do poznania

Charakter ukształtowany został przez świat zewnętrzny, a skoro wszyscy wiemy, że materia jest iluzją, grą, plastyczną formą to znaczy, że charakter jest z niczego?
Żyjemy w tm wcieleniu przez chwilę, przez chwilę mamy takie ciało i taki charakter, a zachowujemy się niekiedy, jakbyśmy nie byli niczym ponad to. Tak bardzo nas to pochłania. A tak na prawdę cała ta uwaga idzie w próżnie. Mamy moc tworzenia rzeczywistości w jaki sposób chcemy i jak chcemy. Kreujemy myślami, a przede wszystkim emocjami i przekonaniami jakimi dysponujemy. Zostaliśmy "wyposażeni" w taką moc. Albo inaczej- sami jesteśmy "taką mocą".
Dochodzę do wniosku, że "tworzenie świata" pod wzór naszych pragnień, charakterów i głosów ego- umysłów to ograniczające zjawisko, ponieważ nie jestem tym opakowaniem.
To jest moje wcielenie i albo dam się ponieść jego widzimisie albo poszukam tej, czy tego, który "w tym wszystkim siedzi" Jeśli wiecie co chce przez to powiedzieć :)
Życie w materii jest ciekawe, w końcu ktoś powie: po to się zdecydowaliśmy na wejście w ziemskie ciało i doświadczanie ziemskich stanów. Jednak to, co ziemskie nigdy nie jest "spełnieniem", bo my jesteśmy istotami duchowymi.
Jestem na etapie, w którym przestaje słuchać "mojej osobowości"- to zjawisko jest tak wyzwalające, że nie umiem przestać nie być szczęśliwa :)
A to chyba dobrze :)
Całą radość odkrywam w prostocie życia (chwilą), która jest moją codziennością. Cokolwiek mnie spotyka jest w porządku. I mimo, że do wielu rzeczy "dochodze" na planie fizycznym, czy założyłam firmę i "czekam" jak się rozkręci, czy to na zmiane miejsca zamieszkania to przyjmuję naturę takowości stanu rzeczy i nie myśle, co mogłoby być inne, nie myślę o tym, że teraz czegoś mi brakuje. Jestem zwyczajnie cierpliwa, bo nie czekam.
Nie chce jednak celebrować zbyt wcześnie tego stanu, chce się w nim ugruntować i mieć pewność, że nic nie może go rozproszyć. Dlatego nie celebruje, a jeszcze obserwuje :)

wtorek, 8 października 2013

poniedziałek, 7 października 2013

Całkowicie doskonali.

"Największym błędem tworzenia jest wiara człowieka, że może on zmienić, to co stworzył Bóg"
A dotyczy się to przede wszystkim NASZEGO ISTNIENIA.
Widzimy nasze braki i ułomności, próbujemy je maskować kolejnymi ideałami, zamiast prawdą.
A prawda jest taka, że zostałeś stworzony doskonały.
Nie ma w Tobie żadnej pustki.
To absurdalne- bo wierzymy, że możemy uczynić to, co doskonałe- niedoskonałym i wybrakowanym, przez własne postrzeganie.
Deążymy do doskonałości, której sami się pozbawiliśmy. Marnujemy na "jej odzyskanie" wiele czasu i energii (jak nie całe życie).
Taka postawa uświadamia Ci, że Twoje błędy tak na prawdę nigdy nie miały miejsca. Jesteś od nich wolny, musisz tylko zrozumieć, że błędy są jedynie brakiem miłości. To nie jest coś, za co powinieneś się winić, ani karać. Wystarczy wprowadzać w życie więcej miłości, to naprawia wszystko.
Błąd jest fałszywy i nierzeczywisty. Kiedy postrzegasz światło, samoistnie usuwasz ciemność, bo jedno nie może istnieć, gdy istnieje drugie.

sobota, 5 października 2013

Droga jest celem

Nie bez przyczyny w nazwie mojego bloga jest słowo "Droga".
Nie nazwałam go: "szczęście", spełnienie" , "super życie", "doskonałe zdrowie".... nazwałam go właśnie drogą, która do tego prowadzi i wszystkiego innego czego chcemy od życia. Dlaczego?
Dlaczego nie patrzę na rezultat, nie wizualizuję osiągniętych marzeń- zresztą w zgodzie popularnym ostatnio nurtem "Sekretu" i całęgo pozytywnego myślenia?
Uczyniłam tak, bo chcę by to właśnie Droga stanowiła cel sama w sobie.
Osiągnięcie celu bowiem nie jest takie ważne. Gdy teraźniejszość traktujemy tylko jako "środek dotarcia do celu" oddalamy się od życia, nie mamy do niego szacunku,a  całego procesu nie czerpaliśmy żadnej przyjemności zaślepieni osiąganiem. I nawet gdy osiągniemy, to co sobie wyznaczyliśmy nie przyniesie, to radości. Nie na długo, bo zaraz zaczynamy czekać na coś innego, na coś więcej.

Ważne jest, by to droga była celem, bez oczekiwania rezultatu, bez jakichkolwiek oczekiwań...
Cała nasza świadomość skupia się na teraźniejszej chwili. Nie traktuj jej, jako kolejnego szczebla do przyszłości, patrz na nią jak na skarb- jedyne co istnieje i jedyne, co możesz mieć.
Zaprzestań gonitwy do nikąd. Jeżeli w Twoim życiu chcesz wprowadzić zmiany, codziennie rób coś dla tej sprawy, rób to z radości samego robienia, a nie z przymusu- dotarcia i dogonienia swoich niekończących się ambicji.
Wtedy wszystko staje się naturalne, bo wkraczasz na Naturalną Drogę, któa już jest osiągnieciem wszystkich Twoich celów :) i jesteś spełniony, mimo, że możesz nie mieć nic z fizycznego punktu widzenia, ale Twoja dusza jest w tak komfortowym stanie, że chce się tylko tańczyć z radości.Emanujesz szczęściem, bo uświadamiasz sobie,że nigdy nic nie musiałeś- zawsze byłeś doskonały i zawsze już będziesz... bo jesteś... teraz.

piątek, 4 października 2013

"Tylko" miłość :)

Miłość. Myślę, że z każdym dniem dojrzewam do niej coraz bardziej. O tej prawdziwej miłości, która nie ma żadnych oczekiwań, która nie ma chęci posiadania.
Ile razy złościmy się na kogoś, narzekamy na jego czyny, obrażamy się. Każde takie zachowanie nie jest miłością, mimo iż twierdzimy, że kochamy tą osobę, są zachowania i uczucia, które temu całkowicie przeczą. Bo nie da się w tym samym momencie przecież kochać, jak i nienawidzić :) Oczywiście kiedyś miną, a potem sami się nie poznajemy. Przepraszamy, jest nam wstyd.
Tak wiele oczekiwań w stosunku do naszych obecnych lub przyszłych partnerów. Muszę spełniać jakieś warunki, żebyś mnie kochał?
Odkryłam, że im mniej oczekuję, tym jestem szczęśliwsza, nie tylko względem innych ,ale także względem siebie. Im bardziej chce stać się lepszą... tym jest gorzej. Dążę do czegoś i przestaje zauważać, co mam. Przestaje czuć się ze sobą dobrze, bo nie jestem tym „kim mój umysł chce żebym była”.

Najpiękniejsze chwile, to po prostu- bycie, dotyk pełen czułości. Nie musisz być nikim nadzwyczajnym, nie musisz robić nic, dajesz miłość i ją dostajesz...

Dopiero zaczynam zauważać jak to zaczyna działać. Jak na dłoni.
Partner jest całkowitym odbiciem mnie samej.
Niesamowite jest, że wszystko, co kiedyś ja uczyniłam, jak postępowałam- dostaje z powrotem. Prawo karmy? Nie wiem, jak to nazwać, ale wszystko, co innym czynisz- wróci. Wraca, by nas nauczyć... Wszystko także zależy od moich reakcji.
Kiedy obdarzam go zrozumieniem, wsparciem, a nie fochem (bo zrobił coś wbrew moim oczekiwaniom). Dostaje to samo, a nawet znacznie więcej. Bo otrzymuje miłość, podziękowanie, i wspaniały wspólny czas, a nie spędzony osobno w złości.
Tak naprawdę wszystko zależy ode mnie. I choćbym nie wiem jak starała się obwiniać jego, czy innych. To ja dokonuje wyboru jak zareaguje, co powiem, a co przemilczę.
Dziś miałam taki moment, że była już późna godzina, mój partner miał wyłączony telefon będąc poza domem i mimo iż wiedziałam, że wszystko jest ok, powstało we mnie takie uczucie ulotności wszystkiego. A co jeśli jedno z nas nie wróci któregoś dnia?
Pojawiły się obrazy, w których wychodziliśmy z domu pokłóceni, stracony czas na bezsensowne obrażanie, kłótnie. Przebiegł mnie zimny dreszcz, a ja poczułam jak wiele miłości w sobie mam, jak często ją cisnę i nie daje jej wyjść. Każda chwila, której daje jej upust, jest najcudowniejszą chwilą mojego życia. Nic poza nimi tak naprawdę NIE MA ZNACZENIA. Ile zwyczajnych momentów w życiu zmienia się na tak wspaniałe, że nie da się ich wyrazić słowami, gdy dodamy właśnie jej- miłości. I nie musi być, to miłość do kogoś szczególnego, czy do czegoś. Miłość, która po prostu w nas cały czas jest. Jest, bo my nią jesteśmy, a ona jest nami. Ona nigdy się nie skończy, nie wyczerpie się jej limit- jest bezgraniczna i totalna.
Gdy obdarzamy nią drugiego człowieka, jakie wspaniałe cuda zdarzają się w naszych życiach! Materializuje się ona na naszych oczach, a my jesteśmy „tylko” nieskromnie mówiąc- TWÓRCAMI CUDÓW :) doświadczamy zapierających dech momentów. Kończą się wtedy oczekiwania w stosunku do innych, nie oczekujemy niczego, bo sami mamy wszystko :) i chcemy się tym tylko dzielić, dzielić... powstaje w nas taka wiedza, o której nie trzeba sobie przypominać, ona już jest- że to ode mnie wszystko zależy. Ode mnie zależy- jak wyglądają moje relacje z innymi, mój związek. Dostaje bowiem, to co dałam. 


środa, 2 października 2013

Wszyscy jesteśmy schizofrenikami

Jak to kiedyś Rysiek Riedel śpiewał "Lunatycy otaczają mnie", to ja dziś może śpiewać nie będę, ale stwierdzę, że "Schizofrenicy otaczają mnie". Cały świat jest przepełniony schorowanymi schizofrenikami, z tym, że jest to tak powszechne, że stało się niezauważalne i naturalne. Dotyczy to każdego z nas, i nie pokazuje palcem na innych, tylko bezdyzkusyjnie się pod tym podpisuję.

W wieku lat 4-6 kształtuje się u dziecka tzw. umysł, ego, nieświadomość.
Jak sięgnę pamięcią w dawne dzieje to mam w pamięci zarysowany dokładnie moment, w którym "ktoś zaczął mówić w mojej głowie". Może wielu z was też miało coś podobnego.
Gadanina ta czasem była zupełnie niezależna ode mnie, peplał "coś, ktoś" zupełnie bezsensu, chaotyczny nurt niezwiązanych z niczym myśli. Nienawidziłam tego stanu, męczył mnie i trochę przerażał. Znajdywałam jakieś metody, "by nie słyszeć". Przeważnie było to jakieś zajęcie pochłaniającą całą moją uwagę.




Ne wiedziałam co to jest i skąd się wzięło, tym bardziej, że wcześniej tego nie było, a dorośli zbywali mnie lekceważeniem.
Teraz wiem, co to było- kształtował się mój schizofrenizm :), który towarzyszy mi po dziś dzień.
Choć jego pojawienie się zauważyłam, to po czasie się przyzwyczaiłam i nawet uzależniłam od jego obecności, mało tego zaczęłam go słuchać i utożsamiać się z jego gadaniną.

Spójrz na małe dziecko. Ono jest czystą obecnością, niezakłóconą umysłową gadaniną. Ono po prostu jest, obserwuje i tylko daje uwagę temu, co je otacza, gdy je coś zainteresuje, albo temu, co akurat czuje. Nie przywiązuje się do uczuć, ani do myśli, działa od razu i dopóki to coś istnieje w jego rzeczywistości- gdy je coś boi- płącze, gdy je coś rozśmieszy- śmieje się. Nie cierpi z powodu niskiej samooceny, nie tworzy żadnych planów, nie ma ambicji, nie ma żadnego porównania. Ono po prostu JEST i reaguje na rzeczywistość.

Schizofrenicy ciągle toczą wewnętrzne dialogi. Z tą róznicą, że nie robimy tego na głos dlatego zostajemy uznawani za normalnych. Choć sam się zastanów, ile razy gadasz sam do siebie, gdy wiesz, że nikt nie widzi, albo poruszasz ustami w takt Twoich wewnętrzych akcji.
Zaopserwuj ludzi na ulicach, każdy żyje "w swoim wewnętrzym świecie", nikt nie jest obecny.

Nasz umysł jest ciągle znudzony. Nie potrafisz usiąść i po prostu być. Włanczas tv, czytasz gazetę, przeglądasz bezsensu internet, albo sięgasz po kolejną przekąskę, której Twoje ciało już dawno nie potrzebuje. Karmisz tylko głód umysłu. On nie umie nic nie robić, on chce działać, chce pożywki dla swoich ambicji, chce cię kontrolować.
A my poddajemy się, bo tak wygidnie, bo tak robią wszyscy- zaznaczam wszyscy- schizofrenicy.

Pierwszym krokim do wyeliminowania go- jest go zauważenie.
Ludzie, którzy dalej będą żyć w przekonaniu, że wszytsko jest OK, że takie jest po prostu życie- nigdy nie zrozumieją i nie poznają "więcej".
Będą dalej żyć w ograniczonych ramach swoich umysłów- zakąpleksionych, ciągle głodnych i znudzonych, zapychających PRAWDZIWYCH NAS- talk show w telewizji, czy kolejna kanapka z masłem orzechowym?

Jedyna broń miażdżąca umysł- to obserwacja.
Ten co obserwuje- to właśnie Ty.
Patrzysz na to całe przedstawienie jak bierny widz, nie biorąc w tych gierkach udziału.
Pamiętaj jednak, że Ty jesteś obserwatorem, jednak ten, co to wszystko ocenia- to już jEGO twórczość.

wtorek, 1 października 2013

Przestań szukać, a znajdziesz...

Ostatnio w poście (Pragnienia Kobiecego Serca) pisałam, że szukanie szczęścia to jedna z najciekawszych I najbardziej zajmujących podróży życia. Owszem może I jest ciekawa, pełna przygód wzlotów I upadków. Jednak doszłąm do wniosku, że jest całkowicie daremna, całkowicie mijająca się z celem. Tak, naprawdę żyjąc w ciągłym poszukiwaniu szczęścia pozbawia nas go. Nie można go, bowiem szukać- trzeba po prostu być szczęśliwym :)
Tracimy czas na poszukiwania, wydajemy fortune na doświadczenia, dogadzamy sobie, by na końcu stwierdzić, że szczęście było cały czas... nie potrzebne było do tego kompletnie nic.
Kopletnie nic... jak uwolnić się od zachcianek? Od potrzeby bycia kochanym? Każda potrzeba niesie ze sobą jakiś zalążek cierpienia, bo przecież nic nie jest wieczne, nic tak na prawdę nie może do nas należeć.
Nic nas w pełni nie zaspokoi.
Jest na to tylko jedna metoda- bycie całkowicie w teraz, bez myślenia o przyszłości, czy o dawnych dziejach przeszłości. Bez buszujących myśli, bez planowania. Po prostu Bycie.
Wszyscy wiemy, że nie da się na dłuższą metę przyjąć takiej postawy (Nie da? ;)- kwestia praktyki oczywiście) , jednak warto ją włanczać, gdy świat nam się wymyka spod kontroli, gdy pragnienia doczesności przykrywają nam oczy, a cierpienie rozrywa nasze serca. Warto odskoczyć I pobyć w teraz. Pobyć szczęśliwym, mimo wszystko- to jest prawdziwa siła, prawdziwy triumf. I nie trzeba do tego niczego, to przecież nasza praqdziwa natura, a wszystko inne jest tylko zabawą.
I to jest może naturalne, oczywiste ale ile razy musimy sobie o tym przypominać, bo w szaleństwie naszych umysłów o tym zapominamy?
Dopóki się nie nauczę tak żyć, dopóty będę o tym głosić wszem i w obec, do utratyać tchu będę to doporacowywać, aż zostanę mistrzema teraźniejszości ;) I będę wam też przynudzać ;)

I cudowna piosenka, którapomaga wprowadzić  w "ten stan" .