środa, 2 października 2013

Wszyscy jesteśmy schizofrenikami

Jak to kiedyś Rysiek Riedel śpiewał "Lunatycy otaczają mnie", to ja dziś może śpiewać nie będę, ale stwierdzę, że "Schizofrenicy otaczają mnie". Cały świat jest przepełniony schorowanymi schizofrenikami, z tym, że jest to tak powszechne, że stało się niezauważalne i naturalne. Dotyczy to każdego z nas, i nie pokazuje palcem na innych, tylko bezdyzkusyjnie się pod tym podpisuję.

W wieku lat 4-6 kształtuje się u dziecka tzw. umysł, ego, nieświadomość.
Jak sięgnę pamięcią w dawne dzieje to mam w pamięci zarysowany dokładnie moment, w którym "ktoś zaczął mówić w mojej głowie". Może wielu z was też miało coś podobnego.
Gadanina ta czasem była zupełnie niezależna ode mnie, peplał "coś, ktoś" zupełnie bezsensu, chaotyczny nurt niezwiązanych z niczym myśli. Nienawidziłam tego stanu, męczył mnie i trochę przerażał. Znajdywałam jakieś metody, "by nie słyszeć". Przeważnie było to jakieś zajęcie pochłaniającą całą moją uwagę.




Ne wiedziałam co to jest i skąd się wzięło, tym bardziej, że wcześniej tego nie było, a dorośli zbywali mnie lekceważeniem.
Teraz wiem, co to było- kształtował się mój schizofrenizm :), który towarzyszy mi po dziś dzień.
Choć jego pojawienie się zauważyłam, to po czasie się przyzwyczaiłam i nawet uzależniłam od jego obecności, mało tego zaczęłam go słuchać i utożsamiać się z jego gadaniną.

Spójrz na małe dziecko. Ono jest czystą obecnością, niezakłóconą umysłową gadaniną. Ono po prostu jest, obserwuje i tylko daje uwagę temu, co je otacza, gdy je coś zainteresuje, albo temu, co akurat czuje. Nie przywiązuje się do uczuć, ani do myśli, działa od razu i dopóki to coś istnieje w jego rzeczywistości- gdy je coś boi- płącze, gdy je coś rozśmieszy- śmieje się. Nie cierpi z powodu niskiej samooceny, nie tworzy żadnych planów, nie ma ambicji, nie ma żadnego porównania. Ono po prostu JEST i reaguje na rzeczywistość.

Schizofrenicy ciągle toczą wewnętrzne dialogi. Z tą róznicą, że nie robimy tego na głos dlatego zostajemy uznawani za normalnych. Choć sam się zastanów, ile razy gadasz sam do siebie, gdy wiesz, że nikt nie widzi, albo poruszasz ustami w takt Twoich wewnętrzych akcji.
Zaopserwuj ludzi na ulicach, każdy żyje "w swoim wewnętrzym świecie", nikt nie jest obecny.

Nasz umysł jest ciągle znudzony. Nie potrafisz usiąść i po prostu być. Włanczas tv, czytasz gazetę, przeglądasz bezsensu internet, albo sięgasz po kolejną przekąskę, której Twoje ciało już dawno nie potrzebuje. Karmisz tylko głód umysłu. On nie umie nic nie robić, on chce działać, chce pożywki dla swoich ambicji, chce cię kontrolować.
A my poddajemy się, bo tak wygidnie, bo tak robią wszyscy- zaznaczam wszyscy- schizofrenicy.

Pierwszym krokim do wyeliminowania go- jest go zauważenie.
Ludzie, którzy dalej będą żyć w przekonaniu, że wszytsko jest OK, że takie jest po prostu życie- nigdy nie zrozumieją i nie poznają "więcej".
Będą dalej żyć w ograniczonych ramach swoich umysłów- zakąpleksionych, ciągle głodnych i znudzonych, zapychających PRAWDZIWYCH NAS- talk show w telewizji, czy kolejna kanapka z masłem orzechowym?

Jedyna broń miażdżąca umysł- to obserwacja.
Ten co obserwuje- to właśnie Ty.
Patrzysz na to całe przedstawienie jak bierny widz, nie biorąc w tych gierkach udziału.
Pamiętaj jednak, że Ty jesteś obserwatorem, jednak ten, co to wszystko ocenia- to już jEGO twórczość.

9 komentarzy:

  1. coś w tym jest! też gadam do siebie w myślach :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Angela. Na początku chciałem powiedzieć, że jestem pod wrażeniem bloga, bardzo spodobał mi się Twój opis "naturalnej drogi", w pełni się z Tobą zgadzam i podobnie podchodzę do życia :)

    Następnie przeczytałem powyższy wpis i zgadzam się z Tobą, wszyscy prowadzą ze sobą wewnętrzne dialogi. Nie jestem jednak przekonany, że jest to coś złego. Taka rozmowa to dochodzenia do porozumienia z samym sobą. W naszym życiu (tym i poprzednich) spotykają nas różne doświadczenia, które dają nam mądrość oraz wyrabiają wzorce zachowań, mające nas odciągnąć od szkodzenia samemu sobie (dla przykładu: kiedy potrąci mnie samochód, później za każdym razem kiedy będę wchodził na drogę, będzie się w mojej głowie zapalać lampka bezpieczeństwa). Są jeszcze inne obciążenia niż wzorce, ale przede wszystkim przez takie właśnie programy prowadzimy "wewnętrzne dialogi". Gdybyśmy ich nie prowadzili, funkcjonowalibyśmy według wzorców, z uwagi na różnego typu obawy. I to właśnie byłoby, jak to nazywasz, reagowanie - brak konfrontacji moich obaw z tym, jaka naprawdę jest rzeczywistość.

    Chcę założyć firmę, lecz się tego boję. Reakcją byłoby po prostu zrezygnowanie z tego pomysłu, bo boję się, więc uciekam. Ja jednak wolę zadać sobie parę pytań, jak np. dlaczego się boję założyć firmę? co się może stać? dlaczego boję się właśnie z uwagi na te rzeczy? I zadając sobie tego typu pytania jestem w stanie powrócić do miejsca, w którym powstał wzorzec przeszkadzający mi w realizacji mojego pomysłu. I może się okazać, że przyczyna takiego strachu leży jeszcze w dzieciństwie, np. kiedy miało się do czynienia z nauczycielem który bardzo krytykował samodzielność i kreatywność i wszystko miało być zrobione tak, jak to nauczyciel mówi. W takich warunkach mógł stworzyć się wzorzec w podświadomości, który brzmi: sam nic nie jestem w stanie dobrego zrobić, potrzebuję we wszystkim konkretnych wskazówek i pomocy kogoś innego". Czy kiedy uświadamiamy sobie, że kieruje nami taki wzorzec, to czy faktycznie słusznie byłoby firmy nie zakładać? Teraz możemy skonfrontować ten wzorzec z rzeczywistością i uświadomić sobie, że ten nauczyciel był dysfunkcyjny, zupełnie nas nie doceniał i to doświadczenie nijak ma się do czasów współczesnych, bo teraz już jestem dorosłym dojrzałym odpowiedzialnym człowiekiem i jestem w stanie to ogarnąć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć Slava :)
    Umysł to coś innego jak rozum. Właśnie Twój umysł jest pełen strachu i obaw, pełen wzorców z przeszłości. Musisz nad nim pracować, szukać korzeni swoich udręk, dlatego, że się z nim utożsamiasz. A to, że jakiś nauczyciel coś powiedział dawno temu na Twój temat, to nie ma nic wspólnego z teraźniejszością, z chwilą obecną, a już tym bardziej z Twoim Ja. Nasze ega wyciągają nam takie rzeczy. Skrywają je- tak właśnie działają umysły. A my ich słuchamy. Staramy się jeszcze pracować nad swoimi traumami- co jeszcze bardziej wzbogaca nasze ega. Stworzona dawno temu wzorcowa myśl sprawia, że masz ograniczenia. Ograniczenia są tylko w naszych umysłach.
    Nie mówie tutaj, żeby nie używać rozumu- i wyjść na jezdnie, narazić się na niebezpieczeństwo, bo mimo iż dziecko jest piękne w swojej niewinności i całkowitej świaodmości, to potrzebują opeiki. My jesteśmy już dorośli, mamy przez to więcej możliwości. Dziecko oddaje uwagę wszystkiemu, co się właśnie pojawia, a my potrafimy wyćwiczyć się jako obserwatora wszystkiego i nie musimy reagować na wszystko.
    Utożsamianie się z naszymi wewnętrznymi mówcami, jest przeważnie stratą czasu. Myśl wywołuje emocje- a ta jest już prawdziwa. Czujemy ją. Jeżeli potrafimy być świadkiem swoich menatlno-emocjonalnych reakcji, wtedy budzi się w nas inny wymiar. Przebudza się w Tobie świadomomość- nieograniczona, wewnętrzna przestrzeń, w której to wszystko się pojawia. Każda myśl kłóci się z Tobą- że przecież jestem taka ważna, one są uzależniające :) Lubimy się w nie wtapiać i nadawać im znaczenia.
    To wszystko, co w nas osądza, snuje teorie- to tylko punkt widzenia z jednej perspektywy, a nie prawda. Coś co nas odcina od całości, którą tak na prawde wszystcy jesteśmy :)
    Owszem, myślący umysł może być urzytecznym narzędziem. Jednak, gdy przejmie kontrole nad życiem, staje się wielkim ograniczeniem. Gdyby nie myślenie, nie pisałabym i nie stworzyłabym bloga przecież :)Nie każdy tak, jak Ty stra się oddzielać stare wzorce myślenia od Twojego Ja :) i poddaje się, nie pójdzie dalej- nie stworzy biznesu, bo widzi siebie niedoskonałego.
    Życzę powodzenia :) I bardzo dziękuję za Twój komentarz :)
    Pozdrawiam miłośnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angela, oczywiście że się utożsamiam z moim, jak go nazwałaś, umysłem. Utożsamiam się z przeszłym sobą, akceptuję w pełni przeszłego siebie. Gdybym miał odrzucić to wszystko i iść jak taran pomimo wszystkich obaw, nie wyciągnąłbym żadnej mądrości z poprzednich doświadczeń.
      Oczywiście, że to, jak traktował nauczyciel w przykładzie, który przedstawiłem, nie ma nic wspólnego z teraźniejszością. Nasz umysł jednak działa według skojarzeń i dlatego wcześniejsze doświadczenia się przypominają.
      Nie wiem, czy my się do końca rozumiemy. Nie mówię o tym, by poddawać się obawom, ale by je zrozumieć i zaakceptować, bo do nich doprowadziły nas nasze życiowe decyzje. A obecna świadomość jest w stanie rozpuścić te obawy, ale właśnie je analizując i porównując z nową jakością.

      Usuń
  4. Piszę w to, co akyualnie wierzę to wszystko :) Nie zmienia to faktu, że Cię nie rozumiem, bo rozumiem doskonale.
    Wierze tylko, w to, że człowiek może osiągnąć taki stan- nazywany inaczej oświeceniem, w którym zrzuca to wszystko, i jest szczęśliwy zawsze bez powodu, kocha bezgranicznie zawsze- nie tylko gdy mu sie przypomni. Dalej jest człowiekiem, świat dalej jest taki sam- ale on widzi juz wszystko inaczej.
    Idziesz drogą samorozwoju i duszy i dla mnie jesteś bratem. Możemy się różnić trochę poglądami, co nawet jest piękne :) a i tak wszystkie drogi- doprowadzają do tego samego :)
    Doświadczenia to lekcje duszy, które przychodzi przerobić we wcieleniu. Na niektóre doświadczenia celowo się decydowałam, wybierałam coś, aby czegoś doświadczyć konkretnego- ale wiem, że one nigdy nie dają spełnienia na dłużej, są chwilą, momentem... nie następuje po nich satori, dlatego zaczęłam szukać dalej... :) W doświadczenia można bawić się wiele wcieleń, uczyć na nich- to jest cudowne. Ale przychodzi czas, że trzeba wejść już poza nie... i zobaczyć z tej innej perspektywy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ach, już rozumiem Twoje podejście, teraz to dla mnie jasne :) życzę więc powodzenia na obranej drodze ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Ciekawy post i zgadzam się z nim w 100% Ja również gadam sama ze sobą i widzę że coraz częściej udaje mi się zająć czymś mózg by nie jeść bez przerwy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. hej obserwuje Twój blog od jakiegoś czasu i musze Ci powiedziec, że znalazłam w sieci fajny program do sprawdzania ile jeszcze sadełka trzeba zrzucić :) SPRAWDŹ-SYLWETKE

    OdpowiedzUsuń