piątek, 21 lutego 2014

środa, 12 lutego 2014

Marzycielem być.



Nie mogę chyba czytać książek, pod odpływam w krainy fantazji, a potem tworze coś w mojej głowie, prowadzę dialogi i wyobrażam sobie sytuacje, jakbym była ich bohaterką. Już dawno tak nie miałam, obudziło się we mnie... marzycielstwo. Stara Angelika, która z tą głową w chmurach przechodziła wczesne lata swojej młodości. Na zewnątrz zimna skorupa, a wewnątrz rozszalałe histrorie, dramaty i hormony J Ale nic nie było rzeczywiste. Potem gdy życie dało mi więcej doświadczeń i zamiast grać scenariusze wyimaginowanej rzeczywistości, zaczęłam tworzyć własne. I świat marzycielstwa został odsunięty. Wszystko było rzeczowe. Tak sobie myślę, że marzycielstwo jest dość paskudnym towarzyszem, choć tak porywającym i kuszącym. Bo gdy potem siadasz, rozglądasz się po swoim świecie, masz nieodparte wrażenie, że czegoś w nim brakuje. A przecież wszystko jest tak idealne, nie w szczegółach- bo takie nie jest u nikogo, ale na prawdę- wszystko jest na swoim miejscu. Świat jest pięny sam w sobie. Marzyciele to artyści, ludzie poezji, literaci, muzycy, malarze... Czyż nie? Zawsze ta cecha tak ładnie się kojarzy, taki uśmiech wyowłuje, taką delkatność wprowadza.
 Ale czy marzyciel to człowiek spełniony? Czy jest to człowiek szczęśliwy? To ktoś, kto nie może znaleźć spełnienia, czegoś szuka, ciągle chce być gdzie indziej niż jest...
Nie chcę besztać marzycieli, którzy przeżywają kilka żyć jednocześnie. Bo ma to swoje piękno. Ileż emocji można w sobie wywołać siedząc samemu we własnym towarzystwie. Kocham emocje, kocham nawet te smutne. Są takie ludzkie ...  ubarwiają nasze życie, czyż nie?